poniedziałek, 1 sierpnia 2016

(Nie)zwykły dzień



Siedziałam sama zamknięta w swoich czterech ścianach. Muzyka, rozmowy i śmiechy dochodzące z sąsiedniego pokoju utrudniały mi skupienie się na rzeczach, które bardzo chciałam mieć w swojej głowie. Niestety przez owe dźwięki myślałam o tym, co całkowicie niszczyło moją psychikę. Próbowałam przypomnieć sobie wszystkie lektury, jakie trzeba znać na maturze, żeby względnie ją napisać.
- „A może tylko oszukuję samą siebie, że akurat to chcę lub powinnam robić w tym momencie? – pomyślałam. - Przecież jest późno, mój mózg nie jest przystosowany do tego typu zadań, a wszystkie potrzebne zagadnienia są tam, gdzie powinny być.”
Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam się w sufit, a raczej skos, który łączy ścianę z sufitem. Jedyne światło to promieniowanie z ekranu laptopa. Biłam się z myślami zastanawiając się nad tym, co ma większą przewagę: serce czy rozum.
- „Jakbym tam poszła, to z jednej strony nikt by mnie stamtąd nie wygonił, ale z drugiej nie wygoniłby mnie dlatego, że nie ma takiego prawa, bo jestem u siebie w domu, a nie dlatego, że chciałby, żebym tam była. Pójdę tam, będę siedzieć i się nie odzywać?” – pomyślałam raz jeszcze.
To było bardziej krępujące i uciążliwe niż mogło się wydawać. Byłam tam chwilę wcześniej zanieść talerz z plackami i tylko dwie osoby się do mnie odezwały. Ja z resztą odpowiedziałam im jedynie impulsywnie. Za bardzo byłam zapatrzona w osobę, która uruchomiła we mnie wszystkie złe emocje i wspomnienia. Kompletnie nie spodziewałam się jej tutaj. Nie miałam pojęcia, że koleguje się z moim bratem. To był główny powód, dla którego chciałam, ale też nie chciałam tam iść. Założyłam słuchawki, włączyłam pierwszą lepszą piosenkę i ustawiłam głośność na najwyższy. Okazało się, że na dłuższą metę nie był to najlepszy sposób na pozbycie się tych myśli, gdyż i tak było wszystko słychać, a do tego po jakimś czasie zaczęła mnie boleć głowa. Poddałam się, wyłączyłam muzykę i rzuciłam słuchawki wraz z telefonem na łóżko. Może jednak powinnam tam pójść? Może wcale nie byłoby to takie złe rozwiązanie? Może to jednak trochę oczyści mój umysł ze złych myśli? Wstałam z łóżka i potrząsnęłam głową jakbym nie wiedziała do końca co się dzieje. Zdecydowałam, że chociaż na chwilę tam pójdę, żeby zorientować się trochę w sytuacji. Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Podeszłam do drzwi prowadzących na korytarz i wzięłam głęboki wdech i po chwili go wypuściłam. Wyszłam z pokoju i udałam się schodami prowadzącymi na niższe piętro. Zachowałam się jak tchórz idąc do kuchni zamiast do swojego wcześniej wyznaczonego celu. Usprawiedliwiając się wzięłam szklankę i nalałam sobie soku po czym powoli go wypiłam. Po chwili przyszedł mój brat Felek z pustym dzbankiem. Może to będzie dla mnie jedyna okazja?
- Julka zrób sok do tego dzbanka - rzucił chłodno.
- Dobra - odpowiedziałam odruchowo.
Od razu wyszedł, a na moich ustach pojawił się przebiegły uśmiech. Przynajmniej mam pretekst, żeby tam pójść. Nalałam do naczynia gęsty wiśniowy sok, wlałam wodę, wsypałam łyżkę cukru, pomieszałam i schodami udałam się do pokoju mojego brata.
- Witamy gościa! - zawołał blondyn imieniem Aleks.
- Siema - odpowiedziałam impulsywnie stawiając na stole dzbanek, po czym usiadłam.
- Kto tu siedział?
- Zeber.
- Aha to mi wolno.
Zeberem nazywali mojego brata. Wiedziałam, że nie zrzuci mnie ze z jego dotychczasowego miejsca. Z telewizora leciała głośna muzyka w stylu disco polo, a każdy był zajęty dosyć głośnymi rozmowami. Obok mnie siedziała brunetka Ania, która wydawała się nie być zainteresowana rozmową z nikim. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie miała ochoty siedzieć w takim miejscu. Zgaduję, że przyszła tutaj tylko na chwilę, ponieważ były to urodziny Felixa. Postanowiłam z nią pogadać.
- Hej czemu jesteś smutna? - zapytałam z niepewnością, ale też z życzliwością w głosie.
Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się słabo. Jej oczy były lekko opuchnięte. Wyglądała na zmęczoną.
- Jestem chora i nic mi się nie chce.
- Oj to słabo. Zdrowiej szybko.
Uśmiechnęła się szerzej i pokiwała głową.
- A co u Ciebie? Jak nastawienie przed maturą?
Westchnęłam i zmarszczyłam czoło próbując skupić się na tym, co mówię.
- Zaczynają mnie zżerać nerwy, ale staram się myśleć pozytywnie. Próbowałam coś teraz powtórzyć, ale w końcu stwierdziłam, że mam dość.
Pokiwała głową. W pewnym momencie wszedł Feliks z krzesłem w rękach. Pewnie był tutaj, jak zagadałam się z Anią i go nie zauważyłam. Jeden z kolegów mojego brata, wysoki blondyn, zaczął nalewać do kieliszków wódkę. Stwierdziłam, że nie mam nastroju do picia.
- Młoda pijesz? - zapytał mnie ten chłopak.
- Em… nie dzięki - odpowiedziałam.
- Pijesz, pijesz! - mówili jednocześnie Aleks i ten blondyn – Trzeba wypić za maturę!
- Jeszcze jej nawet nie napisałam - zaoponowałam przewracając oczami.
- Pijemy! Za maturę! - zawołał blondyn.
Niepewnie wzięłam kieliszek i wypiłam jego zawartość, która od razu zaczęła palić moje gardło. Wzięłam ze stołu sok w szklance i wypiłam go duszkiem. Nie lubię alkoholu, więc rzadko go piję. Jednak pod jego lekkim wpływem mniej obchodzą mnie rzeczy, którymi na co dzień się przejmuję, a nie powinnam. Ma to swoje dobre jak i złe strony. Blondyn znów nalał wódkę do kieliszków. W międzyczasie długowłosa blondynka imieniem Estera wypytywała mnie o maturę.
- Boisz się matury?
Parsknęłam śmiechem.
- Nawet nie, ale z matmą może być ciężko. Tak, nie wykluczam tego.
Mówiłam bez ładu i składu. Temat nadchodzących egzaminów bardzo mnie dręczył i stresował. Moje odczucia wspomagała również wielka nieśmiałość. Rozmowa z ludźmi bardzo mnie męczy. Z rozmyślań wyrwał mnie głos blondyna, na którego jak się nie mylę mówili Strzała. To ten, który nalewał alkohol.
- Pijemy no już!
Tym razem nie wzięłam kieliszka.
- Julka słyszałaś?
- Ja nie… - zaczęłam kręcąc głową, ale mi przerwano.
- Pijemy! Za maturę! - przekrzykiwali się Strzała, Aleks, Estera i brunet imieniem Robert.
- Już wypiłam za maturę!
- Za polski! Jeszcze raz!
Walcząc ze sobą wzięłam do ręki kieliszek i wypiłam palący napój. Strzała znów napełnił nasze kieliszki
- Dlaczego nie chodzisz na nasze imprezy? - zapytał mnie Robert.
- Szczerze? Nie mam z kim.
- Weź psiapsiółki i przychodź.
- Właśnie o to chodzi, że im się nie chce.
- To będziesz z nami.
„Jasne”. Obiecanki cacanki. Jak wytrzeźwiejesz, to zapomnisz. Nie zostawiałam sobie złudzeń, nie było warto. Nie chcieli mnie w swojej paczce, ale nie przejmowałam się tym. Jakiś czas temu przyjęłam taką teorię: „Gdzie jest mój brat, tam mnie nie ma prawa być.” Dzisiejszy wieczór jest wyjątkiem, bo w końcu jestem u siebie w domu.
- Julka! Pijemy za matematykę!
Czyjś głos, ale nie wiedziałam kogo wyrwał mnie z rozmyślań. Zamrugałam i potrząsnęłam głową. Odruchowo wzięłam kieliszek i wypiłam jego zawartość. Powoli zaczęła ogarniać mnie fala upojenia. Mieniło mi się w oczach i kręciło w głowie.
- Ludzie za tydzień robię ognisko! - wykrzyczał Strzała - Zeber, wpadasz?
- Nie wiem - odpowiedział mój brat.
- Przyjdź! Weź koleżankę - powiedział wskazując na mnie.
- To nie jest koleżanka. To jest siostra Fela - powiedział Robert.
- Już wolę koleżanka - zaoponowałam.
- No bo jesteś koleżanką - powiedział Strzała i zwrócił się do mojego brata - no przyjdź!
- Zobaczę jeszcze.
- No, no przyjdziesz. Pijemy!
Nie zdążyłam nawet zaprotestować.
- Za angielski! Tak angielski! Angielski!
- Nie muszę pić za angielski.
- Do you speak English? - Powiedział Aleks nieco przekręcając wymowę.
- Yes, I do.
- How are you?
- Emm… I feel good today but I’m not feeling good enough right now.
- Yyy… Zeber pomóż! - powiedział Aleks do mojego brata, który rozmawiał akurat z Markiem i Maćkiem.
- Pijemy! - zawołał Strzała.
Westchnęłam i wziąwszy kieliszek wypiłam jego zawartość, po czym napiłam się soku wiśniowego.
***
Z każdą kolejką przyrzekałam sobie odpuścić, jednak za każdym razem „wspaniały” kolega mojego brata pokonywał mnie swoją upierdliwością. W pewnym momencie postanowiłam mu nie ulegać i na chwilę dał mi spokój. Czułam się tak, jakby zaraz nad moją głową latały samoloty lub kręciły się wiatraki, a sam mózg stał się bardzo ciężki. Położyłam głowę na sąsiednim krześle i Aleks zaczął nim trząść. Z trudem się podniosłam i spojrzałam na niego miną mordercy. Zignorował mnie odwracając się w stronę Felka, ciemnowłosego Marka, czarnowłosej Andżeliki (tej osoby) i Strzały, który okazało się, że też ma na imię Felek. Dowiedziałam się również, że on i Andżelika są razem. Postanowiłam w żaden sposób nie reagować na tą nowinę.
- Koleżanko! Chodź tutaj! - zawołał Strzała w moim kierunku.
Podniosłam się z krzesła, jednak moja słaba koordynacja ruchowa oraz alkohol we krwi sprawił, że usiadłam z powrotem. Wybuchłam histerycznym śmiechem, do którego dołączyli inni.
- Koleżanka się upiła! - zawołał Strzała.
Schowałam twarz w dłoniach nieprzerwanie się śmiejąc. W pewnym momencie na łokciach poczułam czyjeś dłonie. Ten ktoś podniósłszy mnie, poprowadził i posadził na jakimś krześle, nie zabierając rąk. Gdy wzięłam dłonie z moich oczu, zauważyłam, że to Strzała. Wbiłam wzrok w stół z szeroko otwartymi oczami. Siedziałam jak sparaliżowana wiedząc, że ktoś praktycznie dla mnie obcy podtrzymuje moje ręce. Z trudem utrzymywałam unormowany oddech. Nie było to dla mnie nowe uczucie, jednak tak rzadkie, że nie zdążyłam się przyzwyczaić.
- Koleżanko - powiedział nachylając się tak, że niespodziewanie zobaczyłam jego twarz blisko mojej.
- Nie strasz mnie! - zawołałam znowu histerycznie się śmiejąc i zakrywając oczy.
- Ooo ty! Boisz się mnie?! - powiedział udając oburzonego.
Nie odpowiedziałam, tylko nadal się śmiałam. Nie byłam w stanie złapać oddechu co sprawiło, że nie wydawałam z siebie żadnego głosu. Usłyszałam tylko jak wołali moje imię, co tylko pogarszało sytuację. W końcu wzięłam głęboki wdech próbując już się nie roześmiać.
- Skończyłam - powiedziałam, po czym zachichotałam i całkowicie opadłam z sił i czułam, jak trzęsie się każda najmniejsza część mojego ciała - a więc chciałeś coś?
Popatrzył na mnie z rozbawionymi oczami. Jego twarz była oddalona, więc czułam się bardziej komfortowo. Jednak jego tęczówki przyciągnęły moją uwagę. Były ciemno-zielone i głęboko osadzone. Dlaczego ja myślę o jego oczach? Spuściłam wzrok i zaczerwieniłam się.
- Powiedz Zeberowi, żeby przyszedł na ognisko.
- On i tak mnie nie posłucha - wymamrotałam.
- Co mówisz?
- Że i tak mnie nie posłucha!!!
- Nie posłucha cie?! - zawołał z udawanym oburzeniem.
- Nie - powiedziałam przez śmiech, który mimowolnie wydostał się z moich ust - on mnie nie słucha.
- Zeber! Dlaczego ty siostry nie słuchasz? - zapytał Felka Aleks.
Mój brat wzruszył ramionami i roześmiał się. Ja natomiast przelotnie spojrzałam na Andżelikę. Widać było, że chce zamaskować zniesmaczenie i złość, co uznałam za znak, że należy znaleźć pretekst do chwilowego ulotnienia się. Strzała zabrał w końcu swoje dłonie z moich łokci, a ja wstałam z krzesła.
- A ty dokąd? - zapytał Strzała.
- Idę do łazienki - powiedziałam dobitnie, akcentując każdą samogłoskę.
Podniósł głowę na przekazując, że rozumie, a ja udałam się w stronę drzwi. Wychodząc z pokoju, poczułam różnicę w powietrzu. Nie było takie ciężkie, jak w pomieszczeniu mojego brata. Gdy weszłam do łazienki, stanęłam przed lustrem i zaczęłam wpatrywać się w swoją zaczerwienioną twarz. Nie było tak źle jak myślałam, ale na razie tam nie wrócę. Jakoś nie chcę być zjedzona przez „wroga”, chociaż wrogiem bym jej nie nazwała. Wolę jednak trzymać się z daleka od niej i jej chłopaka. Przemyłam twarz wodą, wytarłam ręcznikiem i poszłam do swojego pokoju. Położywszy się na łóżku, zaczęłam rozmyślać nad ostatnim wydarzeniem. Wywnioskowałam, że Strzała jest jedną z tych osób, które nie odrzucają nowych ludzi za pierwszym razem, tylko próbuje nawiązać z nimi bliższy kontakt. Polubiłam go, ale nie chcę się pakować w jak najlepsze relacje z nim za względu na jego dziewczynę, czy nawet mojego brata. Tą znajomość trzeba odrzucić. Z drugiej strony może to było tylko jednorazowe. Jestem pewna, że po imprezie wszystko wróci do tego, co było. Chciałam się cieszyć jeszcze tą chwilą, w której byłam w centrum uwagi. Wróciłam do pokoju mojego brata i usiadłam obok Aleksa. Na całe moje szczęście Strzała mnie już nie wołał na miejsce obok siebie. Jego ręka obejmowała Andżelikę, a z kolei jej głowa leżała na jego ramieniu. Gdyby to był ktoś inny stwierdziłabym, że to urocze. Sprawdzało się to u Estery i Roberta, którzy byli w podobnej pozycji, tylko tutaj jego ręka spoczywała na biodrze dziewczyny. Byli zaręczeni i planowali ślub. To się dopiero nazywa miłość. We wszystkim się wspierają, zawsze są dla siebie i spędzają ze sobą mnóstwo czasu i nigdy się sobą nie nudzą. To przepiękna para z małymi niedoskonałościami, które jeszcze ją upiększają. Z rozmyślań wyrwał mnie ból, który poczułam na ramieniu. Okazało się, że Aleks chciał być dowcipny i mnie uderzył. Zmierzyłam go morderczym wzrokiem i roześmiałam się.
- Co takiego ciekawego jest w tym stole?
- Yyy… czemu pytasz?
- Bo wpatrujesz się w niego odkąd tutaj weszłaś, czyli jakieś pięć minut ani raz nie mrugnęłaś.
Odruchowo zamrugałam i kilkakrotnie przetarłam oczy. Kiedy ja przeniosłam wzrok na stół?
- No wiesz jest taki ym… szklany, niebieski, z drewnianymi nogami. Bardzo ładny.
- Aha. Bardzo ładny - powiedział kpiąco kręcąc głową.
Przewróciłam oczami a na moje policzki wkradł się rumieniec. Spuściłam głowę.
- Taa właśnie.

Zostawił mnie w spokoju, więc nadal wpatrywałam się w stół. Do moich myśli przyszedł temat Ani i Aleksa, którzy byli 2 lata po ślubie i wydawali się być szczęśliwi. Nie znam historii ich miłości, ale piękne jest to, że zdecydowali się pobrać w tak młodym wieku nie z powodu wpadki. Ja zaczęłam wątpić, że coś takiego mi się przytrafi. Zawsze doświadczałam jedynie nieodwzajemnionej miłości, przez co byłam raniona na własne życzenie. Dyskretnie zlustrowałam wszystkie pary siedzące w pokoju. Za dużo tego wszystkiego, za dużo miłości w jednym miejscu. Za dużo samotności w tłumie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz