Siedziałam sama zamknięta w swoich
czterech ścianach. Muzyka, rozmowy i śmiechy dochodzące z sąsiedniego pokoju
utrudniały mi skupienie się na rzeczach, które bardzo chciałam mieć w swojej
głowie. Niestety przez owe dźwięki myślałam o tym, co całkowicie niszczyło moją
psychikę. Próbowałam przypomnieć sobie wszystkie lektury, jakie trzeba znać na
maturze, żeby względnie ją napisać.
- „A może tylko oszukuję samą siebie,
że akurat to chcę lub powinnam robić w tym momencie? – pomyślałam. - Przecież
jest późno, mój mózg nie jest przystosowany do tego typu zadań, a wszystkie
potrzebne zagadnienia są tam, gdzie powinny być.”
Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko i
wpatrywałam się w sufit, a raczej skos, który łączy ścianę z sufitem. Jedyne
światło to promieniowanie z ekranu laptopa. Biłam się z myślami zastanawiając
się nad tym, co ma większą przewagę: serce czy rozum.
- „Jakbym tam poszła, to z jednej
strony nikt by mnie stamtąd nie wygonił, ale z drugiej nie wygoniłby mnie
dlatego, że nie ma takiego prawa, bo jestem u siebie w domu, a nie dlatego, że
chciałby, żebym tam była. Pójdę tam, będę siedzieć i się nie odzywać?” –
pomyślałam raz jeszcze.
To było bardziej krępujące i uciążliwe
niż mogło się wydawać. Byłam tam chwilę wcześniej zanieść talerz z plackami i
tylko dwie osoby się do mnie odezwały. Ja z resztą odpowiedziałam im jedynie
impulsywnie. Za bardzo byłam zapatrzona w osobę, która uruchomiła we mnie
wszystkie złe emocje i wspomnienia. Kompletnie nie spodziewałam się jej tutaj.
Nie miałam pojęcia, że koleguje się z moim bratem. To był główny powód, dla
którego chciałam, ale też nie chciałam tam iść. Założyłam słuchawki, włączyłam
pierwszą lepszą piosenkę i ustawiłam głośność na najwyższy. Okazało się, że na
dłuższą metę nie był to najlepszy sposób na pozbycie się tych myśli, gdyż i tak
było wszystko słychać, a do tego po jakimś czasie zaczęła mnie boleć głowa.
Poddałam się, wyłączyłam muzykę i rzuciłam słuchawki wraz z telefonem na łóżko.
Może jednak powinnam tam pójść? Może wcale nie byłoby to takie złe rozwiązanie?
Może to jednak trochę oczyści mój umysł ze złych myśli? Wstałam z łóżka i
potrząsnęłam głową jakbym nie wiedziała do końca co się dzieje. Zdecydowałam,
że chociaż na chwilę tam pójdę, żeby zorientować się trochę w sytuacji. Mam
nadzieję, że nie będzie tak źle. Podeszłam do drzwi prowadzących na korytarz i
wzięłam głęboki wdech i po chwili go wypuściłam. Wyszłam z pokoju i udałam się
schodami prowadzącymi na niższe piętro. Zachowałam się jak tchórz idąc do
kuchni zamiast do swojego wcześniej wyznaczonego celu. Usprawiedliwiając się
wzięłam szklankę i nalałam sobie soku po czym powoli go wypiłam. Po chwili
przyszedł mój brat Felek z pustym dzbankiem. Może to będzie dla mnie jedyna
okazja?
- Julka zrób sok do tego dzbanka -
rzucił chłodno.
- Dobra - odpowiedziałam odruchowo.
Od razu wyszedł, a na moich ustach
pojawił się przebiegły uśmiech. Przynajmniej mam pretekst, żeby tam pójść.
Nalałam do naczynia gęsty wiśniowy sok, wlałam wodę, wsypałam łyżkę cukru,
pomieszałam i schodami udałam się do pokoju mojego brata.
- Witamy gościa! - zawołał blondyn
imieniem Aleks.
- Siema - odpowiedziałam impulsywnie
stawiając na stole dzbanek, po czym usiadłam.
- Kto tu siedział?
- Zeber.
- Aha to mi wolno.
Zeberem nazywali mojego brata. Wiedziałam,
że nie zrzuci mnie ze z jego dotychczasowego miejsca. Z telewizora leciała
głośna muzyka w stylu disco polo, a każdy był zajęty dosyć głośnymi rozmowami.
Obok mnie siedziała brunetka Ania, która wydawała się nie być zainteresowana
rozmową z nikim. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie miała ochoty siedzieć
w takim miejscu. Zgaduję, że przyszła tutaj tylko na chwilę, ponieważ były to
urodziny Felixa. Postanowiłam z nią pogadać.
- Hej czemu jesteś smutna? - zapytałam
z niepewnością, ale też z życzliwością w głosie.
Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła
się słabo. Jej oczy były lekko opuchnięte. Wyglądała na zmęczoną.
- Jestem chora i nic mi się nie chce.
- Oj to słabo. Zdrowiej szybko.
Uśmiechnęła się szerzej i pokiwała
głową.
- A co u Ciebie? Jak nastawienie przed
maturą?
Westchnęłam i zmarszczyłam czoło
próbując skupić się na tym, co mówię.
- Zaczynają mnie zżerać nerwy, ale
staram się myśleć pozytywnie. Próbowałam coś teraz powtórzyć, ale w końcu
stwierdziłam, że mam dość.
Pokiwała głową. W pewnym momencie
wszedł Feliks z krzesłem w rękach. Pewnie był tutaj, jak zagadałam się z Anią i
go nie zauważyłam. Jeden z kolegów mojego brata, wysoki blondyn, zaczął nalewać
do kieliszków wódkę. Stwierdziłam, że nie mam nastroju do picia.
- Młoda pijesz? - zapytał mnie ten
chłopak.
- Em… nie dzięki - odpowiedziałam.
- Pijesz, pijesz! - mówili jednocześnie
Aleks i ten blondyn – Trzeba wypić za maturę!
- Jeszcze jej nawet nie napisałam -
zaoponowałam przewracając oczami.
- Pijemy! Za maturę! - zawołał blondyn.
Niepewnie wzięłam kieliszek i wypiłam jego
zawartość, która od razu zaczęła palić moje gardło. Wzięłam ze stołu sok w
szklance i wypiłam go duszkiem. Nie lubię alkoholu, więc rzadko go piję. Jednak
pod jego lekkim wpływem mniej obchodzą mnie rzeczy, którymi na co dzień się
przejmuję, a nie powinnam. Ma to swoje dobre jak i złe strony. Blondyn znów
nalał wódkę do kieliszków. W międzyczasie długowłosa blondynka imieniem Estera
wypytywała mnie o maturę.
- Boisz się matury?
Parsknęłam śmiechem.
- Nawet nie, ale z matmą może być ciężko. Tak,
nie wykluczam tego.
Mówiłam bez ładu i składu. Temat nadchodzących
egzaminów bardzo mnie dręczył i stresował. Moje odczucia wspomagała również
wielka nieśmiałość. Rozmowa z ludźmi bardzo mnie męczy. Z rozmyślań wyrwał mnie
głos blondyna, na którego jak się nie mylę mówili Strzała. To ten, który
nalewał alkohol.
- Pijemy no już!
Tym razem nie wzięłam kieliszka.
- Julka słyszałaś?
- Ja nie… - zaczęłam kręcąc głową, ale mi
przerwano.
- Pijemy! Za maturę! - przekrzykiwali się Strzała,
Aleks, Estera i brunet imieniem Robert.
- Już wypiłam za maturę!
- Za polski! Jeszcze raz!
Walcząc ze sobą wzięłam do ręki kieliszek i
wypiłam palący napój. Strzała znów napełnił nasze kieliszki
- Dlaczego nie chodzisz na nasze imprezy? -
zapytał mnie Robert.
- Szczerze? Nie mam z kim.
- Weź psiapsiółki i przychodź.
- Właśnie o to chodzi, że im się nie chce.
- To będziesz z nami.
„Jasne”. Obiecanki cacanki. Jak
wytrzeźwiejesz, to zapomnisz. Nie zostawiałam sobie złudzeń, nie było warto.
Nie chcieli mnie w swojej paczce, ale nie przejmowałam się tym. Jakiś czas temu
przyjęłam taką teorię: „Gdzie jest mój brat, tam mnie nie ma prawa być.”
Dzisiejszy wieczór jest wyjątkiem, bo w końcu jestem u siebie w domu.
- Julka! Pijemy za matematykę!
Czyjś głos, ale nie wiedziałam kogo wyrwał
mnie z rozmyślań. Zamrugałam i potrząsnęłam głową. Odruchowo wzięłam kieliszek
i wypiłam jego zawartość. Powoli zaczęła ogarniać mnie fala upojenia. Mieniło
mi się w oczach i kręciło w głowie.
- Ludzie za tydzień robię ognisko! - wykrzyczał
Strzała - Zeber, wpadasz?
- Nie wiem - odpowiedział mój brat.
- Przyjdź! Weź koleżankę - powiedział
wskazując na mnie.
- To nie jest koleżanka. To jest siostra Fela
- powiedział Robert.
- Już wolę koleżanka - zaoponowałam.
- No bo jesteś koleżanką - powiedział Strzała
i zwrócił się do mojego brata - no przyjdź!
- Zobaczę jeszcze.
- No, no przyjdziesz. Pijemy!
Nie zdążyłam nawet zaprotestować.
- Za angielski! Tak angielski! Angielski!
- Nie muszę pić za angielski.
- Do you speak English? - Powiedział Aleks
nieco przekręcając wymowę.
- Yes, I do.
- How are you?
- Emm… I feel good
today but I’m not feeling good enough right now.
- Yyy… Zeber pomóż! - powiedział Aleks do
mojego brata, który rozmawiał akurat z Markiem i Maćkiem.
- Pijemy! - zawołał Strzała.
Westchnęłam i wziąwszy kieliszek wypiłam jego
zawartość, po czym napiłam się soku wiśniowego.
***
Z każdą kolejką przyrzekałam sobie odpuścić,
jednak za każdym razem „wspaniały” kolega mojego brata pokonywał mnie swoją
upierdliwością. W pewnym momencie postanowiłam mu nie ulegać i na chwilę dał mi
spokój. Czułam się tak, jakby zaraz nad moją głową latały samoloty lub kręciły
się wiatraki, a sam mózg stał się bardzo ciężki. Położyłam głowę na sąsiednim
krześle i Aleks zaczął nim trząść. Z trudem się podniosłam i spojrzałam na
niego miną mordercy. Zignorował mnie odwracając się w stronę Felka,
ciemnowłosego Marka, czarnowłosej Andżeliki (tej osoby) i Strzały, który
okazało się, że też ma na imię Felek. Dowiedziałam się również, że on i
Andżelika są razem. Postanowiłam w żaden sposób nie reagować na tą nowinę.
- Koleżanko! Chodź tutaj! - zawołał Strzała w
moim kierunku.
Podniosłam się z krzesła, jednak moja
słaba koordynacja ruchowa oraz alkohol we krwi sprawił, że usiadłam z powrotem.
Wybuchłam histerycznym śmiechem, do którego dołączyli inni.
- Koleżanka się upiła! - zawołał Strzała.
Schowałam twarz w dłoniach
nieprzerwanie się śmiejąc. W pewnym momencie na łokciach poczułam czyjeś
dłonie. Ten ktoś podniósłszy mnie, poprowadził i posadził na jakimś krześle,
nie zabierając rąk. Gdy wzięłam dłonie z moich oczu, zauważyłam, że to Strzała.
Wbiłam wzrok w stół z szeroko otwartymi oczami. Siedziałam jak sparaliżowana
wiedząc, że ktoś praktycznie dla mnie obcy podtrzymuje moje ręce. Z trudem
utrzymywałam unormowany oddech. Nie było to dla mnie nowe uczucie, jednak tak
rzadkie, że nie zdążyłam się przyzwyczaić.
- Koleżanko - powiedział nachylając
się tak, że niespodziewanie zobaczyłam jego twarz blisko mojej.
- Nie strasz mnie! - zawołałam znowu
histerycznie się śmiejąc i zakrywając oczy.
- Ooo ty! Boisz się mnie?! -
powiedział udając oburzonego.
Nie odpowiedziałam, tylko nadal się
śmiałam. Nie byłam w stanie złapać oddechu co sprawiło, że nie wydawałam z
siebie żadnego głosu. Usłyszałam tylko jak wołali moje imię, co tylko
pogarszało sytuację. W końcu wzięłam głęboki wdech próbując już się nie
roześmiać.
- Skończyłam - powiedziałam, po czym
zachichotałam i całkowicie opadłam z sił i czułam, jak trzęsie się każda
najmniejsza część mojego ciała - a więc chciałeś coś?
Popatrzył na mnie z rozbawionymi oczami. Jego
twarz była oddalona, więc czułam się bardziej komfortowo. Jednak jego tęczówki
przyciągnęły moją uwagę. Były ciemno-zielone i głęboko osadzone. Dlaczego ja
myślę o jego oczach? Spuściłam wzrok i zaczerwieniłam się.
- Powiedz Zeberowi, żeby przyszedł na ognisko.
- On i tak mnie nie posłucha - wymamrotałam.
- Co mówisz?
- Że i tak mnie nie posłucha!!!
- Nie posłucha cie?! - zawołał z udawanym
oburzeniem.
- Nie - powiedziałam przez śmiech, który
mimowolnie wydostał się z moich ust - on mnie nie słucha.
- Zeber! Dlaczego ty siostry nie słuchasz? -
zapytał Felka Aleks.
Mój brat wzruszył ramionami i
roześmiał się. Ja natomiast przelotnie spojrzałam na Andżelikę. Widać było, że
chce zamaskować zniesmaczenie i złość, co uznałam za znak, że należy znaleźć
pretekst do chwilowego ulotnienia się. Strzała zabrał w końcu swoje dłonie z
moich łokci, a ja wstałam z krzesła.
- A ty dokąd? - zapytał Strzała.
- Idę do łazienki - powiedziałam
dobitnie, akcentując każdą samogłoskę.
Podniósł głowę na przekazując, że
rozumie, a ja udałam się w stronę drzwi. Wychodząc z pokoju, poczułam różnicę w
powietrzu. Nie było takie ciężkie, jak w pomieszczeniu mojego brata. Gdy
weszłam do łazienki, stanęłam przed lustrem i zaczęłam wpatrywać się w swoją
zaczerwienioną twarz. Nie było tak źle jak myślałam, ale na razie tam nie
wrócę. Jakoś nie chcę być zjedzona przez „wroga”, chociaż wrogiem bym jej nie
nazwała. Wolę jednak trzymać się z daleka od niej i jej chłopaka. Przemyłam
twarz wodą, wytarłam ręcznikiem i poszłam do swojego pokoju. Położywszy się na
łóżku, zaczęłam rozmyślać nad ostatnim wydarzeniem. Wywnioskowałam, że Strzała
jest jedną z tych osób, które nie odrzucają nowych ludzi za pierwszym razem,
tylko próbuje nawiązać z nimi bliższy kontakt. Polubiłam go, ale nie chcę się
pakować w jak najlepsze relacje z nim za względu na jego dziewczynę, czy nawet
mojego brata. Tą znajomość trzeba odrzucić. Z drugiej strony może to było tylko
jednorazowe. Jestem pewna, że po imprezie wszystko wróci do tego, co było.
Chciałam się cieszyć jeszcze tą chwilą, w której byłam w centrum uwagi.
Wróciłam do pokoju mojego brata i usiadłam obok Aleksa. Na całe moje szczęście Strzała
mnie już nie wołał na miejsce obok siebie. Jego ręka obejmowała Andżelikę, a z
kolei jej głowa leżała na jego ramieniu. Gdyby to był ktoś inny stwierdziłabym,
że to urocze. Sprawdzało się to u Estery i Roberta, którzy byli w podobnej
pozycji, tylko tutaj jego ręka spoczywała na biodrze dziewczyny. Byli zaręczeni
i planowali ślub. To się dopiero nazywa miłość. We wszystkim się wspierają,
zawsze są dla siebie i spędzają ze sobą mnóstwo czasu i nigdy się sobą nie
nudzą. To przepiękna para z małymi niedoskonałościami, które jeszcze ją
upiększają. Z rozmyślań wyrwał mnie ból, który poczułam na ramieniu. Okazało
się, że Aleks chciał być dowcipny i mnie uderzył. Zmierzyłam go morderczym
wzrokiem i roześmiałam się.
- Co takiego ciekawego jest w tym
stole?
- Yyy… czemu pytasz?
- Bo wpatrujesz się w niego odkąd
tutaj weszłaś, czyli jakieś pięć minut ani raz nie mrugnęłaś.
Odruchowo zamrugałam i kilkakrotnie
przetarłam oczy. Kiedy ja przeniosłam wzrok na stół?
- No wiesz jest taki ym… szklany,
niebieski, z drewnianymi nogami. Bardzo ładny.
- Aha. Bardzo ładny - powiedział
kpiąco kręcąc głową.
Przewróciłam oczami a na moje policzki
wkradł się rumieniec. Spuściłam głowę.
- Taa właśnie.
Zostawił mnie w spokoju, więc nadal
wpatrywałam się w stół. Do moich myśli przyszedł temat Ani i Aleksa, którzy
byli 2 lata po ślubie i wydawali się być szczęśliwi. Nie znam historii ich
miłości, ale piękne jest to, że zdecydowali się pobrać w tak młodym wieku nie z
powodu wpadki. Ja zaczęłam wątpić, że coś takiego mi się przytrafi. Zawsze
doświadczałam jedynie nieodwzajemnionej miłości, przez co byłam raniona na własne
życzenie. Dyskretnie zlustrowałam wszystkie pary siedzące w pokoju. Za dużo
tego wszystkiego, za dużo miłości w jednym miejscu. Za dużo samotności w
tłumie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz