niedziela, 13 listopada 2016

Niezdecydowanie

Studia są bardzo ekscytujące, ale też stresujące i wymagające dużego wysiłku. Nie wszystko idzie tak jak powinno, ale nie poddaję się. Jestem kłębkiem nerwów, przez co cały czas jestem głodna i albo podjadam, albo rozbawiam wszystkich moimi koncertami pochodzącymi z brzucha. Nie zwracam na to uwagi, ponieważ stres mnie od tego odciąga. Studia bardzo mnie zmieniają. Więcej uwagi poświęcam ważnym i przydatnym rzeczom, zdarza mi się ubierać bardziej eleganckie rzeczy co nie oznacza, że swoje koszulki i jeansy wyrzuciłam do kosza. Nadal odgrywają główną rolę w moim ubiorze. Jednak poza tym nic się nie zmieniło. Nadal jestem sama i mam niewiele koleżanek. Nie potrafię tak po prostu do kogoś podejść i zagadać. Nie potrafię znaleźć żadnego konkretnego tematu, żeby go później rozwinąć. Czasami mam wrażenie, że to ludzie nie chcą ze mną rozmawiać. Nie umiem ich do siebie przekonać, jednak nie chodzi o to, że mnie nie lubią, tylko nie mam o czym z nimi rozmawiać. Z takimi myślami zmagałam się przez cały w-f podczas odbijania piłki siatkowej. Po przebraniu się, razem z moją koleżanką, którą nazywam Betty szłyśmy na kolejne zajęcia. Moja koleżanka rozwinęła temat drinków, które piła jak była na imprezie urodzinowej swojej przyjaciółki ze swojej rodzinnej miejscowości.
- Mówię ci, ten drink z owocami cytrusowymi był niesamowity. Musisz kiedyś wpaść do mnie na akademik i ci go zrobię.
Uśmiechnęłam się szeroko i serdecznie. Lubiłam, jak ktoś o mnie myślał, zawsze było to dla mnie miłe. Ale z drugiej strony po zajęciach nie lubiłam nigdzie wychodzić. Zawsze mój mechanizm polega na podróży na uczelnię, a następnie po zajęciach najbliższym autobusem do domu. Jestem typem samotnika i nie potrzebuję imprez czy ludzi, którzy by mi towarzyszyli.
- No wiesz takiej okazji nigdy nie odmówię – powiedziałam po chwili.
- Ej musisz kiedyś gdzieś ze mną wyjść jak zostanę na weekendzie. Mówię ci będzie…
Nie dokończyła, ponieważ poślizgnęła się na schodach i z impetem upadła czym przyciągnęła uwagę innych osób. Jak zauważyłam, że fizycznie wszystko z nią w porządku, zaczęłam głośno się śmiać, a ona dołączyła do mnie.
- Nic ci nie jest? – powiedziałam pomagając jej wstać.
Ona jednak nie odpowiedziała jedynie pokręciła głową, ponieważ nie mogła powstrzymać swojego napadu śmiechu. Z cudem udawało się jej utrzymać na nogach, więc poprowadziłam ją pod salę wykładową.
- Ale się wywaliłam – powiedziała ze zmęczonym oddechem.
- To jest jeden z powodów, dla których nie noszę obcasów – powiedziałam pokazując jej botki.
- One nie są wysokie.
- Ja nie mówiłam, że są wysokie, tylko że w ogóle nie noszę obcasów. Na przykład na koturnie aż tak się nie wywalisz.
Dotarłyśmy do ławki, gdzie siedziały już nasze koleżanki - Ala i Klaudia. Popatrzyły na nas zdezorientowanym wzrokiem.
- A wy co takie roześmiane? – zapytała Ala.
- W-f by bardzo udany – odpowiedziałam między salwami śmiechu – a zwłaszcza czas po.
- Co się takiego stało?
- Betty zaliczyła porządną glebę – powiedziałam, na co znowu z Betty się roześmiałyśmy z tym, że ona histerycznie.
- Oj Betty, Betty coś ty znowu narobiła?
- Poślizgnęłam się! No co? – powiedziała udając groźną.
Ala pokręciła głową z uśmiechem i udawaną dezaprobatą a Klaudia tylko się zaśmiała. Uwielbiam je odkąd się poznałyśmy. Ala jest pierwszą osobą z mojego kierunku, z którą zaczęłam rozmawiać. Później okazało się, że Ala i Klaudia znają się z poprzedniej szkoły pomimo, że nie chodziły razem do klasy, a Betty no cóż przygarnęłyśmy sierotę do siebie i nie ma czego żałować. Co tu dużo mówić, bez niej byłoby okropnie nudno. Po chwili przyszedł wykładowca co zapowiadało „drogę do amputacji ręki”, gdyż czekało nas całe 1,5 godziny ciągłego pisania. Chociaż lepsze to niż czytanie nudnych książek, z których i tak nic bym nie zrozumiała. Po zajęciach jak zwykle poszłam na przystanek, z którego odjeżdża mój autobus. Moja prawa ręka była sztywna i bałam się nią poruszyć. Może wydać się to dziwne, ale mam tak kiedy piszę powyżej swojej normy, zbyt dużo i szybko. Gdy w końcu nadjechał mój autobus, wsiadłam do niego i udałam się na jedno z tylnich miejsc. Od razu założyłam słuchawki i włączyłam piosenkę. Moja ulubiona muzyka jest dla mnie ucieczką od ludzi i codziennych wydarzeń, których czasami mam dosyć. Zamykam się na otaczający mnie świat i otwieram na swój, który jest łatwiejszy i lepszy. Czasami tworzę scenariusze do teledysków lub układy taneczne, w których chciałabym wystąpić. Piosenka Ellie Goulding – Love me like you do:
Pusta scena, a na jej środku skulona ja, która wraz z wzmacnianiem muzyki wzrasta. Gdy zaczynają się pierwsze słowa piosenki, upadam. Próbuję się podnieść, ale ciągle kończę głową na podłodze. Pod koniec pierwszej zwrotki ktoś mnie podnosi, ale boję się tej osoby i uciekam. Jest nim jakiś chłopak. Patrzę na niego nieufnie i chcę od niego uciec. Na początku drugiej zwrotki łapie mnie, a ja chcę się wyrwać. W końcu poddaję się, a on ostrożnie odstawia mnie na podłogę, jednak nie puszczając moich dłoni. Z lekką niepewnością zaczyna tańczyć i w końcu puszcza dłonie pokazując ruchy taneczne. Ja powtarzam po nim każdy, a później tańczymy w zsynchronizowaniu. Pod koniec refrenu jesteśmy złapani za dłonie, ale w końcu je puszczamy i idziemy w różne strony. Podczas tej spokojnej części jestem sama, ale szczęśliwa i patrzę w miejsce, gdzie odszedł. Gdy piosenka zaczyna być coraz mocniejsza, podbiegam do niego, a on łapie mnie, podnosi i obraca się wokół własnej osi. Później odstawia mnie i tańczymy do końca piosenki, a na samym końcu klęczymy przed sobą.
Taki układ byłby piękny, ale ciekawe jakby wyglądał z perspektywy obserwatora. Uwielbiam wymyślać takiego typu rzeczy, ponieważ pochodzą częściowo od mojej duszy. Jest w nich pewnego rodzaju przekaz, scena mojego życia czy raczej marzenia, które są zbyt daleko, by je zrealizować. Jedyne co mi pozostaje to moja obszerna wyobraźnia, która przenosi mnie z tego trudnego i okrutnego świata do prostszego i pięknego. Jednak w pewnej chwili należy wrócić do codziennych obowiązków czy ludzi, z którymi muszę żyć. Nie lubię tego, ale niestety jest to nieuniknione zwłaszcza jeśli nie chce się wychodzić na jakąś dziwaczkę czy idiotkę, która śni na jawie. Właśnie docieram do domu i pozbywam się mojego świata z duszy. Biorę głęboki wdech i przyjaźnie witam się z mamą i siostrą Gosią, które próbują przed telewizorem rozwiązać jakieś zadanie. Wolałam tego nie skomentować i od razu pobiegłam na górę. Byłam już prawie w połowie schodów, gdy usłyszałam głos mamy:
- Julka.
- Tak?
- Chodź tu na chwilkę.
Przewróciłam oczami. Poważnie? Dopiero co wróciłam do domu, od ludzi i teraz mam iść do następnych? Poza tym nawet nie ściągnęłam jeszcze kurtki.
- Mogę przynajmniej ściągnąć kurtkę i buty?
- Możesz.
- Dziękuję za pozwolenie.
- Ależ proszę.
Lubię jak rozmowy pomiędzy mną i moją mamą są takie luźne. W ten sposób mam pewność, że wszystko jest w porządku. A w porządku mam na myśli nikt na nikogo nie jest zły ani nie ma żadnej stresującej sytuacji. Po rozebraniu się do bluzy poszłam na dół do pokoju.
- No co tam?
- Julka o co może chodzić w tym zadaniu?
Moją uwagę przyciągnął włączony telewizor, na którym leciała jakaś bajka. Ignorując tą sytuację, co wcale nie oznacza, że ona mi się podobała, wzięłam do ręki ćwiczenia do języka polskiego mojej siostry i przeczytałam polecenie.
- Trzeba po prostu dopisać dalszą część tej historyjki.
- Aha. Gosia słyszałaś?
Moja młodsza siostra najwyraźniej bardziej była zaciekawiona tym, co jest w telewizji niż zadaniem, ponieważ nie zareagowała.
- Gośka! – moja mama powiedziała głośniej.
- Co? – odpowiedziała ze zdezorientowaniem.
- Słyszałaś co Julka powiedziała?
- Nie.
- Bo pójdziesz zaraz na górę.
Jak to bywa moja mama mądra po szkodzie. Nie rozumiem jak w ogóle można pozwalać dziecku odrabiać zadanie przy włączonym telewizorze. Nieważne co by w nim było, to i tak odciąga uwagę od tego co nudne, a w tym przypadku „nudnym” było zadanie z języka polskiego.
- Powiedz jeszcze raz co trzeba tutaj zrobić – powiedziała moja mama z rezygnacją.
- Trzeba dopisać dalszą część historyjki.
- Skąd mam wiedzieć co było dalej jak nie czytałam tej książki? – zapytała moja siostra.
- Nie masz napisać co było dalej tylko masz wymyślić co było dalej – wytłumaczyłam.
- Czekaj teraz będzie dobre – powiedziała moja siostra przenosząc uwagę na telewizor, w którym była bajka Fineasz i Ferb.
Stwierdziłam, ze nie mam czasu do marnowania.
- Nie ja… - zaczęłam, ale przerwała mi mama.
- Tak nie będziesz odrabiać zadania. Albo skupiasz się na zadaniu albo idziesz do swojego pokoju.
- Mamo nie dziw się jej, że nie słucha co mówimy. Przecież to jest normalne, że woli oglądać a nie odrabiać zadanie. To nie są odpowiednie warunki do tego, więc nie wiem dlaczego jej na to pozwoliłaś.
Moja mama nie zastanawiając się powiedziała.
- Julka ma rację. Idź do pokoju odrabiać tam masz miejsce.
- Ale obiecałaś mi że będę mogła patrzeć.
- No dobra ale jak się skończy to idziesz odrabiać, bo i tak już jest późno.
Przewróciłam oczami wzdychając. Miałam też ochotę przywalić sobie otwartą dłonią w czoło, ale jednak z tego zrezygnowałam. Czego moja siostra nie wyprosi to wymusi. Mama poszła do kuchni, a ja udałam się za nią.
- Julka nie oglądasz? – zapytała „troskliwa” siostra.
- Nie – odpowiedziałam przybierając łagodny ton.
- Dlaczego?
- Dlatego, że dopiero przyszłam i jestem głodna.
- A przyjdziesz?
- Gośka to że czasami to oglądam nie oznacza, że chcę oglądać za każdym razem kiedy leci w telewizji czy jak ty oglądasz.
Tym razem mój ton trochę się zaostrzył.
- No dobra – odpowiedziała takim tonem, jakby nie chciała mi narzucać swojego zdania.
Kiedy nałożyłam sobie jedzenie moja mama usiadła naprzeciwko mnie. Patrzyła tylko jak jem i nic nie mówiła. Krępowało mnie to ale starałam się nie zwracać na nią uwagi. W końcu wzięła gazetę i zaczęła ją przeglądać. Cały ten czas przesiedziałyśmy w milczeniu. W pewnym momencie przyszła moja siostra.
- Julka idziesz?
- Poczekaj aż zjem ok?
- No dobra.
Po zjedzeniu poszłam z Gosią do jej pokoju, żeby dokończyć z nią zadanie. Po drodze pomogłam jej zabrać rzeczy, które prawdopodobnie przyniosła wcześniej. Moja siostra zaczęła opowiadać o jakimś wielkim jej zdaniem wydarzeniu, które miało miejsce w szkole. Starałam się nie wybuchnąć, gdyż miałam ciężki dzień na uczelni i chciałam odpocząć a takie opowiadania w tamtym momencie tylko mnie negatywnie nakręcały.
- Gosia ja naprawdę mam swoje zajęcia, więc jak chcesz żebym ci pomogła to powiedz w czym masz problem, a nie rozgaduj mi się tutaj o jakichś swoich… ugh historyjkach szkolnych.
- Ale tylko to ci pow…
- Nie – powiedziałam stanowczo starając się nie podnosić głosu.
- No dobra – powiedziała ze złością i rezygnacją – no to co tu trzeba zrobić?
Pokazała mi zadanie, o którym mówiłam wcześniej.
- Trzeba dopisać wymyśloną przez siebie dalszą część – powiedziałam starając się dobrać słowa w taki sposób, żeby zrozumiała o co chodzi.
Wydała z siebie niezadowolony jęk i rzuciła się na łóżko. Westchnęłam głęboko, ponieważ wiedziałam, że moja siostra nie lubi pisać opowiadań.
-  Gosia no wstawaj.
- Pomożesz mi to napisać?
Starałam się jak mogłam, żeby tylko nie podnieść głosu. Nie było w tym jej winy, ale denerwowało mnie też to, że nawet nie spróbuje, a prosi o pomoc.
- Nie, bo po pierwsze jestem zmęczona, a po drugie sama mam dużo nauki, a po trzecie nawet nie zaczęłaś.
- Ale proszę cię tylko to – powiedziała błagalnie, ale z jej głosu słychać było desperację.
- Gosia naprawdę nie mogę i nie dam rady. Zacznij sama, a jak coś napiszesz, to wtedy ja ci sprawdzę.
W tym momencie zaczęła wydobywać z siebie wymuszony płacz i wymachiwać rękoma. Następnie położyła się na łóżku twarzą do poduszki i kilka razy przywaliła pięścią w miejsce obok jej głowy. Ta sytuacja doszczętnie wyprowadziła mnie z równowagi. Trudno, skoro nawet nie zamierza spróbować, ja nie mam zamiaru jej pomagać. Mocno zdenerwowana wyszłam z pokoju i tak jak moja siostra rzuciłam się na łóżko, ale oszczędziłam zbędną moim zdaniem scenę z rękami. Zaczęłam głęboko oddychać, żeby tylko pozbyć się napięcia z mojej głowy i móc cieszyć się chwilą, w której nie miałam z nikim do czynienia. Jednak nie było mi dane cieszyć się nią długo, gdyż usłyszałam otwierające się drzwi.
- Julka dlaczego jej nie pomożesz? – powiedziała moja mama błagalnie spokojnym głosem.
- Dlatego, że jestem zmęczona a tak w ogóle… ona… nawet tego nie zaczęła i już wie, że nie da rady? Ja mam to za nią napisać? Bo na to mi wygląda – powiedziałam trochę jąkając się, ale przybierając równie błagalny, chociaż też zdenerwowany ton - Mamo ja naprawdę potrzebuję chwili spokoju.
- Stało się coś?
Tak ludzie przez cały dzień są w moim otoczeniu i mam ich serdecznie dość.
- Nie… tylko chcę odpocząć - skłamałam.
- Aha dobra to już ci nie przeszkadzam.
Moja mama wyszedłszy z pokoju zamknęła drzwi na klamkę, a po chwili słyszałam jak wygłasza Gosi mowę o samodzielnej pracy do szkoły. Nie mogłam jej powiedzieć o co tak naprawdę chodzi, ponieważ nie zrozumiałaby mnie a do tego rzuciłaby jakąś aluzję, że przesadzam albo coś wymyślam. Wolałam po prostu lekko skłamać niż słuchać jej wywodów. Nie mogę zrozumieć ludzi, którzy potrafią być ciągle w otoczeniu innych i ich to nie męczy. Dla mnie kilka godzin pośród tłumu jest gorsze niż dla innych cały dzień czy nawet doba. Często brakuje mi tematów do rozmów, żeby utrzymać z kimś kontakt. To może być jeden z powodów, dla których zazwyczaj jestem sama. Poprawka, wolę zostać sama.
- Julaaaa! – usłyszałam głos mojej mamy.
- Co? – zawołałam próbując nie wpaść w furię.
- Chodź tu.
No ładnie. Myślałam, że wyjdę z siebie. Mój plan unikania ludzi nie wypalił. Jak dotąd idzie mi to kiepsko. Z wielką męką i frustracją zwlekłam się z łóżka i poszłam do pokoju Gosi. Mama siedziała na łóżku z książką języka polskiego a moja siostra oparta o łóżko z zeszytem do matematyki.
- Co tam? – zapytałam łagodnym wyczekującym głosem, pomimo że w środku cała się gotowałam.
- Powiedz jak to zacząć. Masz takie dobre pomysły jeżeli chodzi o opowiadania, a ja nie mam zielonego pojęcia co tu zrobić.
Westchnęłam i wzięłam książkę z rąk mojej mamy. Po tym znalazłam kartkę i położyłam ją na swoich kolanach na książce. Nie mając już dobrych nerwów zaczęłam pisać sama całe opowiadanie. Chciałam już po prostu mieć spokój i chwilę wytchnienia. Opowiadanie było o rodzinie żabek, których dom został zniszczony przez wodę. Po kilku minutach skończyłam i odłożyłam kartkę wraz z książką na biurko.
- Skończyłam. Pomóc w czymś jeszcze?
Powiedziałam pogodnie, ale w głębi ducha modliłam się, żeby już dały mi spokój. Naprawdę chciałam już odejść do swojego świata, w którym mogłabym przestać myśleć o ludziach mnie otaczających.
- Jeszcze z angielskiego sprawdzisz mi?
Moje modlitwy nie zostały wysłuchane.
- Pokaż – powiedziałam z zaciekawieniem.
Przejechałam wzrokiem po zdaniach, które miała napisać. Starałam się skupić na tym, co tam pisze ale cały czas moje myśli uciekały. Z wielkim trudem znalazłam kilka błędów i wytłumaczyłam siostrze jak je poprawić. Później poprosiła mnie, żebym pograła z nią w grę na tablecie. Zaciskając zęby myślałam nad tym czym ją zająć, żeby chwilę dała mi spokój.
- Nauczyłaś się już wszystkiego?
- Tak.
- Nie masz jutro żadnego sprawdzianu?
- Nie.
- A kartkówki?
- Też nie.
- A spakowałaś się już?
- Jeszcze nie ale to mogę…
- Masz się spakować.
- A jak się spakuję to pogramy?
- Przecież już jest późno trzeba się myć i iść spać.
- Ale ja jeszcze nie chcę. No proszę.
Jej ton głosu przeradzał się w błagalny i histeryczny.
- Nie. Trzeba już iść spać.
- Ale jesteś.
Wtedy już nie wytrzymałam.
- No pewnie jestem najgorszą siostrą na świecie, bo napisałam ci opowiadanie, żebyś nie dostała jutro jedynki za jego brak, bo jestem pewna, że sama byś tego nie zrobiła wracając do sceny jaką zrobiłaś kiedy ci mówiłam, żebyś pomyślała sama.
Nastała chwila ciszy. Gosia stała oszołomiona ze spuszczoną głową.
- Tak w ogólne ty go nawet jeszcze nie przepisałaś.
- Przepiszę jutro przed lekcjami.
- No pewnie pani zobaczy, że na kartce na brudno nie jest raczej twoje pismo i jak się z tego wyplączesz? Ty myślisz czasami?
Znowu cisza.
- Jeszcze jedno. Jestem najgorszą siostrą bo pomimo tego, że ledwo widzę na oczy po męczącym dniu sprawdziłam ci zadanie i ci je wytłumaczyłam? Ale skoro twoim zdaniem tak postępuje zła siostra to nie będę tak robić przepraszam cię bardzo. Nie licz na pomoc z mojej strony. Koniec.
Po moim ironicznym przemówieniu wyszłam z pokoju już kompletnie wkurzona. Zdenerwowana to jest całkowite niedopowiedzenie. Jedynie szalała we mnie furia, którą próbowałam od siebie odpędzić. Wszedłszy do swojego pokoju, podłączyłam słuchawki do telefonu, później je założyłam i włączyłam piosenkę „Human” Christiny Perri. Jest to piosenka, która wyładowuje swoje emocje poprzez silny głos i wołanie. Jest to piosenka z głębi serca człowieka. Wokalistka wyrzuca wszystko to, co ją przytłacza. Próbuje wytłumaczyć, że pomimo idealnej twarzy na zdjęciach i wiecznym szczęśliwym uśmiechu jaki zawsze pokazuje ma inną stronę, która ją niszczy. Nie jest to określone w dokładnie taki sposób, ale wydaje mi się, że właśnie o to chodzi w tym tekście. Artystka zaczyna od tego, że jeżeli jej fan chce, żeby go uszczęśliwiała, to ona tak zrobi. Zrobi co będzie chciał. Jednak później stara się mu wytłumaczyć, że nie jest taka silna i czasami potrzebuje wytchnienia. Tłumaczy, że też jest człowiekiem i łamie się, kiedy przytrafi się jej coś złego. Jest to piosenka, która tak naprawdę odzwierciedla każdą sławną osobę. Tacy mają wiele swoich sprzymierzeńców ale też i przeciwników. Chociaż zdarza się, że sprzymierzeńcy uwierzą w plotki i będą wyrzucać to swojemu idolowi. Nie wiem dlaczego ludzie tak robią. Przecież pomimo wszystko oni też są ludźmi i może podwinąć im się noga. To nie są roboty, nie są nieomylni, są jak każdy kruchy szary człowiek na świecie, więc moim zdaniem nie należy ich tak traktować. Pomimo tego, że mają dużo zarobionych pieniędzy dzięki ich dobrze wykorzystanemu talentowi jednocześnie tracą to, co w życiu jest równie ważne, a może nawet ważniejsze od rzeczy materialnych. Nie mogą liczyć na szczerość, zostaje odbierana im prywatność oraz nie potrafią zaufać nikomu obcemu, gdyż nie mają żadnej gwarancji, że ta osoba nie pobiegnie do pierwszej lepszej agencji prasowej, żeby w zamian za dostarczone im informacje dostać trochę kasy. Później każdy czyta o sobie, że jest złodziejem, chamem, fałszywcem, głupcem, nieudacznikiem albo nawet ogólnie rzecz biorąc złym człowiekiem. Są to bardzo dołujące rzeczy zwłaszcza gdy większość ludzi w to uwierzy niezależnie od tego, czy znajdują się jakieś sprzeczności. Co gorsza będą drążyć temat zasypując daną osobę milionami pytań co może doprowadzić ją do silnej histerii. Ludzie nie mają za grosz skrupułów ani rozumu. Takie myśli nie dają mi spokoju, ponieważ to są istoty z uczuciami i nieważne jaką ma psychikę, ona w końcu może pęknąć. Podziwiam za to takich, którzy nie czytają plotek o sobie w Internecie a na zadane głupie pytania odpowiadają wymijająco lub nic nie mówią. To dowodzi, że nie interesują ich historie wyssane z palca tylko to co oni sami robią. W pewnym momencie ocknęłam się i zorientowałam, że gra już kolejna piosenka. Wstałam i poszłam do łazienki, żeby wziąć relaksujący prysznic. Gorąca woda doskonale rozluźniła moje ciało i zmyła ze mnie nie tylko brud, ale też całe napięcie, jakie do tej pory mi towarzyszyło. Szybko udałam się do łóżka i po dłuższej chwili zaczęły mnie nawiedzać przedsenne myśli. Do mojej głowy przyszedł obraz wydarzenia sprzed kilku lat, które nadal chcąc nie chcąc ciążył w mojej głowie, być może z takiego względu że nie zostało ono wyjaśnione. Nie potrafiłam się po nim pozbierać, ponieważ była to jedna z takich sytuacji, w których zostałam sama. Jedna z sytuacji, podczas której przestałam ufać ludziom.
Kilka dni po ognisku klasowym dowiedziałam się, że opowiadam do wielu ludzi niestworzone rzeczy jakie się tam działy. Podejrzewali również o to dziewczynę, która nie była na ognisku. Nie pomijając faktu, że miała się za moją przyjaciółkę. Dlatego też, żeby wymigać się od oskarżenia zjednoczyła się z dziewczyną, która była rzekomo obmawiana i próbowały mnie przycisnąć, żebym przyznała się do czegoś, czego nie zrobiłam. Uważały, że musiałam to zrobić, ponieważ ktoś im o tym powiedział. Najbardziej żałosne było w tym to, że „nie chcieli wydać tego, kto im to powiedział”, jakbym miała nie wiadomo jaką moc unicestwiania innych. Jedynie chciałam wszystko na spokojnie wyjaśnić nic więcej. Mam podstawę do dnia dzisiejszego żeby myśleć, że to był jakiś układ. Tylko nie wyjaśnię już nigdy w jakim celu i dlaczego ktoś chciał mi to zrobić? Nikt nie chciał mi nic powiedzieć bo „o nie, tego nie powiem”. I bądź tu człowieku mądry wstydź się i przepraszaj nie wiadomo za co. Nawet nie wiedziałam do czego ewentualnie miałabym się przyznać. Nie czułam i do tej pory nie czuję się niczemu winna z tamtego czasu.

Niekiedy przypominając sobie takiego rodzaju wydarzenia, w myślach przenoszę się w tamten czas i staram się być bardziej opanowana i twarda. Nie rozumiem co nimi kierowało, żeby chcieć mnie zniszczyć. Najgorsze było to, że poznałam fałszywą stronę ludzi, którym już nigdy nie będę w stanie zaufać.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

(Nie)zwykły dzień



Siedziałam sama zamknięta w swoich czterech ścianach. Muzyka, rozmowy i śmiechy dochodzące z sąsiedniego pokoju utrudniały mi skupienie się na rzeczach, które bardzo chciałam mieć w swojej głowie. Niestety przez owe dźwięki myślałam o tym, co całkowicie niszczyło moją psychikę. Próbowałam przypomnieć sobie wszystkie lektury, jakie trzeba znać na maturze, żeby względnie ją napisać.
- „A może tylko oszukuję samą siebie, że akurat to chcę lub powinnam robić w tym momencie? – pomyślałam. - Przecież jest późno, mój mózg nie jest przystosowany do tego typu zadań, a wszystkie potrzebne zagadnienia są tam, gdzie powinny być.”
Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam się w sufit, a raczej skos, który łączy ścianę z sufitem. Jedyne światło to promieniowanie z ekranu laptopa. Biłam się z myślami zastanawiając się nad tym, co ma większą przewagę: serce czy rozum.
- „Jakbym tam poszła, to z jednej strony nikt by mnie stamtąd nie wygonił, ale z drugiej nie wygoniłby mnie dlatego, że nie ma takiego prawa, bo jestem u siebie w domu, a nie dlatego, że chciałby, żebym tam była. Pójdę tam, będę siedzieć i się nie odzywać?” – pomyślałam raz jeszcze.
To było bardziej krępujące i uciążliwe niż mogło się wydawać. Byłam tam chwilę wcześniej zanieść talerz z plackami i tylko dwie osoby się do mnie odezwały. Ja z resztą odpowiedziałam im jedynie impulsywnie. Za bardzo byłam zapatrzona w osobę, która uruchomiła we mnie wszystkie złe emocje i wspomnienia. Kompletnie nie spodziewałam się jej tutaj. Nie miałam pojęcia, że koleguje się z moim bratem. To był główny powód, dla którego chciałam, ale też nie chciałam tam iść. Założyłam słuchawki, włączyłam pierwszą lepszą piosenkę i ustawiłam głośność na najwyższy. Okazało się, że na dłuższą metę nie był to najlepszy sposób na pozbycie się tych myśli, gdyż i tak było wszystko słychać, a do tego po jakimś czasie zaczęła mnie boleć głowa. Poddałam się, wyłączyłam muzykę i rzuciłam słuchawki wraz z telefonem na łóżko. Może jednak powinnam tam pójść? Może wcale nie byłoby to takie złe rozwiązanie? Może to jednak trochę oczyści mój umysł ze złych myśli? Wstałam z łóżka i potrząsnęłam głową jakbym nie wiedziała do końca co się dzieje. Zdecydowałam, że chociaż na chwilę tam pójdę, żeby zorientować się trochę w sytuacji. Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Podeszłam do drzwi prowadzących na korytarz i wzięłam głęboki wdech i po chwili go wypuściłam. Wyszłam z pokoju i udałam się schodami prowadzącymi na niższe piętro. Zachowałam się jak tchórz idąc do kuchni zamiast do swojego wcześniej wyznaczonego celu. Usprawiedliwiając się wzięłam szklankę i nalałam sobie soku po czym powoli go wypiłam. Po chwili przyszedł mój brat Felek z pustym dzbankiem. Może to będzie dla mnie jedyna okazja?
- Julka zrób sok do tego dzbanka - rzucił chłodno.
- Dobra - odpowiedziałam odruchowo.
Od razu wyszedł, a na moich ustach pojawił się przebiegły uśmiech. Przynajmniej mam pretekst, żeby tam pójść. Nalałam do naczynia gęsty wiśniowy sok, wlałam wodę, wsypałam łyżkę cukru, pomieszałam i schodami udałam się do pokoju mojego brata.
- Witamy gościa! - zawołał blondyn imieniem Aleks.
- Siema - odpowiedziałam impulsywnie stawiając na stole dzbanek, po czym usiadłam.
- Kto tu siedział?
- Zeber.
- Aha to mi wolno.
Zeberem nazywali mojego brata. Wiedziałam, że nie zrzuci mnie ze z jego dotychczasowego miejsca. Z telewizora leciała głośna muzyka w stylu disco polo, a każdy był zajęty dosyć głośnymi rozmowami. Obok mnie siedziała brunetka Ania, która wydawała się nie być zainteresowana rozmową z nikim. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie miała ochoty siedzieć w takim miejscu. Zgaduję, że przyszła tutaj tylko na chwilę, ponieważ były to urodziny Felixa. Postanowiłam z nią pogadać.
- Hej czemu jesteś smutna? - zapytałam z niepewnością, ale też z życzliwością w głosie.
Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się słabo. Jej oczy były lekko opuchnięte. Wyglądała na zmęczoną.
- Jestem chora i nic mi się nie chce.
- Oj to słabo. Zdrowiej szybko.
Uśmiechnęła się szerzej i pokiwała głową.
- A co u Ciebie? Jak nastawienie przed maturą?
Westchnęłam i zmarszczyłam czoło próbując skupić się na tym, co mówię.
- Zaczynają mnie zżerać nerwy, ale staram się myśleć pozytywnie. Próbowałam coś teraz powtórzyć, ale w końcu stwierdziłam, że mam dość.
Pokiwała głową. W pewnym momencie wszedł Feliks z krzesłem w rękach. Pewnie był tutaj, jak zagadałam się z Anią i go nie zauważyłam. Jeden z kolegów mojego brata, wysoki blondyn, zaczął nalewać do kieliszków wódkę. Stwierdziłam, że nie mam nastroju do picia.
- Młoda pijesz? - zapytał mnie ten chłopak.
- Em… nie dzięki - odpowiedziałam.
- Pijesz, pijesz! - mówili jednocześnie Aleks i ten blondyn – Trzeba wypić za maturę!
- Jeszcze jej nawet nie napisałam - zaoponowałam przewracając oczami.
- Pijemy! Za maturę! - zawołał blondyn.
Niepewnie wzięłam kieliszek i wypiłam jego zawartość, która od razu zaczęła palić moje gardło. Wzięłam ze stołu sok w szklance i wypiłam go duszkiem. Nie lubię alkoholu, więc rzadko go piję. Jednak pod jego lekkim wpływem mniej obchodzą mnie rzeczy, którymi na co dzień się przejmuję, a nie powinnam. Ma to swoje dobre jak i złe strony. Blondyn znów nalał wódkę do kieliszków. W międzyczasie długowłosa blondynka imieniem Estera wypytywała mnie o maturę.
- Boisz się matury?
Parsknęłam śmiechem.
- Nawet nie, ale z matmą może być ciężko. Tak, nie wykluczam tego.
Mówiłam bez ładu i składu. Temat nadchodzących egzaminów bardzo mnie dręczył i stresował. Moje odczucia wspomagała również wielka nieśmiałość. Rozmowa z ludźmi bardzo mnie męczy. Z rozmyślań wyrwał mnie głos blondyna, na którego jak się nie mylę mówili Strzała. To ten, który nalewał alkohol.
- Pijemy no już!
Tym razem nie wzięłam kieliszka.
- Julka słyszałaś?
- Ja nie… - zaczęłam kręcąc głową, ale mi przerwano.
- Pijemy! Za maturę! - przekrzykiwali się Strzała, Aleks, Estera i brunet imieniem Robert.
- Już wypiłam za maturę!
- Za polski! Jeszcze raz!
Walcząc ze sobą wzięłam do ręki kieliszek i wypiłam palący napój. Strzała znów napełnił nasze kieliszki
- Dlaczego nie chodzisz na nasze imprezy? - zapytał mnie Robert.
- Szczerze? Nie mam z kim.
- Weź psiapsiółki i przychodź.
- Właśnie o to chodzi, że im się nie chce.
- To będziesz z nami.
„Jasne”. Obiecanki cacanki. Jak wytrzeźwiejesz, to zapomnisz. Nie zostawiałam sobie złudzeń, nie było warto. Nie chcieli mnie w swojej paczce, ale nie przejmowałam się tym. Jakiś czas temu przyjęłam taką teorię: „Gdzie jest mój brat, tam mnie nie ma prawa być.” Dzisiejszy wieczór jest wyjątkiem, bo w końcu jestem u siebie w domu.
- Julka! Pijemy za matematykę!
Czyjś głos, ale nie wiedziałam kogo wyrwał mnie z rozmyślań. Zamrugałam i potrząsnęłam głową. Odruchowo wzięłam kieliszek i wypiłam jego zawartość. Powoli zaczęła ogarniać mnie fala upojenia. Mieniło mi się w oczach i kręciło w głowie.
- Ludzie za tydzień robię ognisko! - wykrzyczał Strzała - Zeber, wpadasz?
- Nie wiem - odpowiedział mój brat.
- Przyjdź! Weź koleżankę - powiedział wskazując na mnie.
- To nie jest koleżanka. To jest siostra Fela - powiedział Robert.
- Już wolę koleżanka - zaoponowałam.
- No bo jesteś koleżanką - powiedział Strzała i zwrócił się do mojego brata - no przyjdź!
- Zobaczę jeszcze.
- No, no przyjdziesz. Pijemy!
Nie zdążyłam nawet zaprotestować.
- Za angielski! Tak angielski! Angielski!
- Nie muszę pić za angielski.
- Do you speak English? - Powiedział Aleks nieco przekręcając wymowę.
- Yes, I do.
- How are you?
- Emm… I feel good today but I’m not feeling good enough right now.
- Yyy… Zeber pomóż! - powiedział Aleks do mojego brata, który rozmawiał akurat z Markiem i Maćkiem.
- Pijemy! - zawołał Strzała.
Westchnęłam i wziąwszy kieliszek wypiłam jego zawartość, po czym napiłam się soku wiśniowego.
***
Z każdą kolejką przyrzekałam sobie odpuścić, jednak za każdym razem „wspaniały” kolega mojego brata pokonywał mnie swoją upierdliwością. W pewnym momencie postanowiłam mu nie ulegać i na chwilę dał mi spokój. Czułam się tak, jakby zaraz nad moją głową latały samoloty lub kręciły się wiatraki, a sam mózg stał się bardzo ciężki. Położyłam głowę na sąsiednim krześle i Aleks zaczął nim trząść. Z trudem się podniosłam i spojrzałam na niego miną mordercy. Zignorował mnie odwracając się w stronę Felka, ciemnowłosego Marka, czarnowłosej Andżeliki (tej osoby) i Strzały, który okazało się, że też ma na imię Felek. Dowiedziałam się również, że on i Andżelika są razem. Postanowiłam w żaden sposób nie reagować na tą nowinę.
- Koleżanko! Chodź tutaj! - zawołał Strzała w moim kierunku.
Podniosłam się z krzesła, jednak moja słaba koordynacja ruchowa oraz alkohol we krwi sprawił, że usiadłam z powrotem. Wybuchłam histerycznym śmiechem, do którego dołączyli inni.
- Koleżanka się upiła! - zawołał Strzała.
Schowałam twarz w dłoniach nieprzerwanie się śmiejąc. W pewnym momencie na łokciach poczułam czyjeś dłonie. Ten ktoś podniósłszy mnie, poprowadził i posadził na jakimś krześle, nie zabierając rąk. Gdy wzięłam dłonie z moich oczu, zauważyłam, że to Strzała. Wbiłam wzrok w stół z szeroko otwartymi oczami. Siedziałam jak sparaliżowana wiedząc, że ktoś praktycznie dla mnie obcy podtrzymuje moje ręce. Z trudem utrzymywałam unormowany oddech. Nie było to dla mnie nowe uczucie, jednak tak rzadkie, że nie zdążyłam się przyzwyczaić.
- Koleżanko - powiedział nachylając się tak, że niespodziewanie zobaczyłam jego twarz blisko mojej.
- Nie strasz mnie! - zawołałam znowu histerycznie się śmiejąc i zakrywając oczy.
- Ooo ty! Boisz się mnie?! - powiedział udając oburzonego.
Nie odpowiedziałam, tylko nadal się śmiałam. Nie byłam w stanie złapać oddechu co sprawiło, że nie wydawałam z siebie żadnego głosu. Usłyszałam tylko jak wołali moje imię, co tylko pogarszało sytuację. W końcu wzięłam głęboki wdech próbując już się nie roześmiać.
- Skończyłam - powiedziałam, po czym zachichotałam i całkowicie opadłam z sił i czułam, jak trzęsie się każda najmniejsza część mojego ciała - a więc chciałeś coś?
Popatrzył na mnie z rozbawionymi oczami. Jego twarz była oddalona, więc czułam się bardziej komfortowo. Jednak jego tęczówki przyciągnęły moją uwagę. Były ciemno-zielone i głęboko osadzone. Dlaczego ja myślę o jego oczach? Spuściłam wzrok i zaczerwieniłam się.
- Powiedz Zeberowi, żeby przyszedł na ognisko.
- On i tak mnie nie posłucha - wymamrotałam.
- Co mówisz?
- Że i tak mnie nie posłucha!!!
- Nie posłucha cie?! - zawołał z udawanym oburzeniem.
- Nie - powiedziałam przez śmiech, który mimowolnie wydostał się z moich ust - on mnie nie słucha.
- Zeber! Dlaczego ty siostry nie słuchasz? - zapytał Felka Aleks.
Mój brat wzruszył ramionami i roześmiał się. Ja natomiast przelotnie spojrzałam na Andżelikę. Widać było, że chce zamaskować zniesmaczenie i złość, co uznałam za znak, że należy znaleźć pretekst do chwilowego ulotnienia się. Strzała zabrał w końcu swoje dłonie z moich łokci, a ja wstałam z krzesła.
- A ty dokąd? - zapytał Strzała.
- Idę do łazienki - powiedziałam dobitnie, akcentując każdą samogłoskę.
Podniósł głowę na przekazując, że rozumie, a ja udałam się w stronę drzwi. Wychodząc z pokoju, poczułam różnicę w powietrzu. Nie było takie ciężkie, jak w pomieszczeniu mojego brata. Gdy weszłam do łazienki, stanęłam przed lustrem i zaczęłam wpatrywać się w swoją zaczerwienioną twarz. Nie było tak źle jak myślałam, ale na razie tam nie wrócę. Jakoś nie chcę być zjedzona przez „wroga”, chociaż wrogiem bym jej nie nazwała. Wolę jednak trzymać się z daleka od niej i jej chłopaka. Przemyłam twarz wodą, wytarłam ręcznikiem i poszłam do swojego pokoju. Położywszy się na łóżku, zaczęłam rozmyślać nad ostatnim wydarzeniem. Wywnioskowałam, że Strzała jest jedną z tych osób, które nie odrzucają nowych ludzi za pierwszym razem, tylko próbuje nawiązać z nimi bliższy kontakt. Polubiłam go, ale nie chcę się pakować w jak najlepsze relacje z nim za względu na jego dziewczynę, czy nawet mojego brata. Tą znajomość trzeba odrzucić. Z drugiej strony może to było tylko jednorazowe. Jestem pewna, że po imprezie wszystko wróci do tego, co było. Chciałam się cieszyć jeszcze tą chwilą, w której byłam w centrum uwagi. Wróciłam do pokoju mojego brata i usiadłam obok Aleksa. Na całe moje szczęście Strzała mnie już nie wołał na miejsce obok siebie. Jego ręka obejmowała Andżelikę, a z kolei jej głowa leżała na jego ramieniu. Gdyby to był ktoś inny stwierdziłabym, że to urocze. Sprawdzało się to u Estery i Roberta, którzy byli w podobnej pozycji, tylko tutaj jego ręka spoczywała na biodrze dziewczyny. Byli zaręczeni i planowali ślub. To się dopiero nazywa miłość. We wszystkim się wspierają, zawsze są dla siebie i spędzają ze sobą mnóstwo czasu i nigdy się sobą nie nudzą. To przepiękna para z małymi niedoskonałościami, które jeszcze ją upiększają. Z rozmyślań wyrwał mnie ból, który poczułam na ramieniu. Okazało się, że Aleks chciał być dowcipny i mnie uderzył. Zmierzyłam go morderczym wzrokiem i roześmiałam się.
- Co takiego ciekawego jest w tym stole?
- Yyy… czemu pytasz?
- Bo wpatrujesz się w niego odkąd tutaj weszłaś, czyli jakieś pięć minut ani raz nie mrugnęłaś.
Odruchowo zamrugałam i kilkakrotnie przetarłam oczy. Kiedy ja przeniosłam wzrok na stół?
- No wiesz jest taki ym… szklany, niebieski, z drewnianymi nogami. Bardzo ładny.
- Aha. Bardzo ładny - powiedział kpiąco kręcąc głową.
Przewróciłam oczami a na moje policzki wkradł się rumieniec. Spuściłam głowę.
- Taa właśnie.

Zostawił mnie w spokoju, więc nadal wpatrywałam się w stół. Do moich myśli przyszedł temat Ani i Aleksa, którzy byli 2 lata po ślubie i wydawali się być szczęśliwi. Nie znam historii ich miłości, ale piękne jest to, że zdecydowali się pobrać w tak młodym wieku nie z powodu wpadki. Ja zaczęłam wątpić, że coś takiego mi się przytrafi. Zawsze doświadczałam jedynie nieodwzajemnionej miłości, przez co byłam raniona na własne życzenie. Dyskretnie zlustrowałam wszystkie pary siedzące w pokoju. Za dużo tego wszystkiego, za dużo miłości w jednym miejscu. Za dużo samotności w tłumie.