Studia są bardzo ekscytujące, ale też
stresujące i wymagające dużego wysiłku. Nie wszystko idzie tak jak powinno, ale
nie poddaję się. Jestem kłębkiem nerwów, przez co cały czas jestem głodna i
albo podjadam, albo rozbawiam wszystkich moimi koncertami pochodzącymi z
brzucha. Nie zwracam na to uwagi, ponieważ stres mnie od tego odciąga. Studia
bardzo mnie zmieniają. Więcej uwagi poświęcam ważnym i przydatnym rzeczom,
zdarza mi się ubierać bardziej eleganckie rzeczy co nie oznacza, że swoje
koszulki i jeansy wyrzuciłam do kosza. Nadal odgrywają główną rolę w moim
ubiorze. Jednak poza tym nic się nie zmieniło. Nadal jestem sama i mam niewiele
koleżanek. Nie potrafię tak po prostu do kogoś podejść i zagadać. Nie potrafię
znaleźć żadnego konkretnego tematu, żeby go później rozwinąć. Czasami mam
wrażenie, że to ludzie nie chcą ze mną rozmawiać. Nie umiem ich do siebie
przekonać, jednak nie chodzi o to, że mnie nie lubią, tylko nie mam o czym z
nimi rozmawiać. Z takimi myślami zmagałam się przez cały w-f podczas odbijania
piłki siatkowej. Po przebraniu się, razem z moją koleżanką, którą nazywam Betty
szłyśmy na kolejne zajęcia. Moja koleżanka rozwinęła temat drinków, które piła
jak była na imprezie urodzinowej swojej przyjaciółki ze swojej rodzinnej
miejscowości.
- Mówię ci, ten drink z owocami
cytrusowymi był niesamowity. Musisz kiedyś wpaść do mnie na akademik i ci go
zrobię.
Uśmiechnęłam się szeroko i serdecznie.
Lubiłam, jak ktoś o mnie myślał, zawsze było to dla mnie miłe. Ale z drugiej
strony po zajęciach nie lubiłam nigdzie wychodzić. Zawsze mój mechanizm polega
na podróży na uczelnię, a następnie po zajęciach najbliższym autobusem do domu.
Jestem typem samotnika i nie potrzebuję imprez czy ludzi, którzy by mi
towarzyszyli.
- No wiesz takiej okazji nigdy nie
odmówię – powiedziałam po chwili.
- Ej musisz kiedyś gdzieś ze mną wyjść
jak zostanę na weekendzie. Mówię ci będzie…
Nie dokończyła, ponieważ poślizgnęła
się na schodach i z impetem upadła czym przyciągnęła uwagę innych osób. Jak
zauważyłam, że fizycznie wszystko z nią w porządku, zaczęłam głośno się śmiać,
a ona dołączyła do mnie.
- Nic ci nie jest? – powiedziałam
pomagając jej wstać.
Ona jednak nie odpowiedziała jedynie
pokręciła głową, ponieważ nie mogła powstrzymać swojego napadu śmiechu. Z cudem
udawało się jej utrzymać na nogach, więc poprowadziłam ją pod salę wykładową.
- Ale się wywaliłam – powiedziała ze
zmęczonym oddechem.
- To jest jeden z powodów, dla których
nie noszę obcasów – powiedziałam pokazując jej botki.
- One nie są wysokie.
- Ja nie mówiłam, że są wysokie, tylko
że w ogóle nie noszę obcasów. Na przykład na koturnie aż tak się nie wywalisz.
Dotarłyśmy do ławki, gdzie siedziały
już nasze koleżanki - Ala i Klaudia. Popatrzyły na nas zdezorientowanym
wzrokiem.
- A wy co takie roześmiane? – zapytała
Ala.
- W-f by bardzo udany – odpowiedziałam
między salwami śmiechu – a zwłaszcza czas po.
- Co się takiego stało?
- Betty zaliczyła porządną glebę –
powiedziałam, na co znowu z Betty się roześmiałyśmy z tym, że ona histerycznie.
- Oj Betty, Betty coś ty znowu
narobiła?
- Poślizgnęłam się! No co? –
powiedziała udając groźną.
Ala pokręciła głową z uśmiechem i udawaną
dezaprobatą a Klaudia tylko się zaśmiała. Uwielbiam je odkąd się poznałyśmy.
Ala jest pierwszą osobą z mojego kierunku, z którą zaczęłam rozmawiać. Później
okazało się, że Ala i Klaudia znają się z poprzedniej szkoły pomimo, że nie
chodziły razem do klasy, a Betty no cóż przygarnęłyśmy sierotę do siebie i nie
ma czego żałować. Co tu dużo mówić, bez niej byłoby okropnie nudno. Po chwili
przyszedł wykładowca co zapowiadało „drogę do amputacji ręki”, gdyż czekało nas
całe 1,5 godziny ciągłego pisania. Chociaż lepsze to niż czytanie nudnych
książek, z których i tak nic bym nie zrozumiała. Po zajęciach jak zwykle
poszłam na przystanek, z którego odjeżdża mój autobus. Moja prawa ręka była
sztywna i bałam się nią poruszyć. Może wydać się to dziwne, ale mam tak kiedy
piszę powyżej swojej normy, zbyt dużo i szybko. Gdy w końcu nadjechał mój
autobus, wsiadłam do niego i udałam się na jedno z tylnich miejsc. Od razu założyłam
słuchawki i włączyłam piosenkę. Moja ulubiona muzyka jest dla mnie ucieczką od
ludzi i codziennych wydarzeń, których czasami mam dosyć. Zamykam się na
otaczający mnie świat i otwieram na swój, który jest łatwiejszy i lepszy.
Czasami tworzę scenariusze do teledysków lub układy taneczne, w których
chciałabym wystąpić. Piosenka Ellie Goulding – Love me like you do:
Pusta
scena, a na jej środku skulona ja, która wraz z wzmacnianiem muzyki wzrasta.
Gdy zaczynają się pierwsze słowa piosenki, upadam. Próbuję się podnieść, ale
ciągle kończę głową na podłodze. Pod koniec pierwszej zwrotki ktoś mnie
podnosi, ale boję się tej osoby i uciekam. Jest nim jakiś chłopak. Patrzę na
niego nieufnie i chcę od niego uciec. Na początku drugiej zwrotki łapie mnie, a
ja chcę się wyrwać. W końcu poddaję się, a on ostrożnie odstawia mnie na
podłogę, jednak nie puszczając moich dłoni. Z lekką niepewnością zaczyna
tańczyć i w końcu puszcza dłonie pokazując ruchy taneczne. Ja powtarzam po nim
każdy, a później tańczymy w zsynchronizowaniu. Pod koniec refrenu jesteśmy
złapani za dłonie, ale w końcu je puszczamy i idziemy w różne strony. Podczas
tej spokojnej części jestem sama, ale szczęśliwa i patrzę w miejsce, gdzie
odszedł. Gdy piosenka zaczyna być coraz mocniejsza, podbiegam do niego, a on
łapie mnie, podnosi i obraca się wokół własnej osi. Później odstawia mnie i
tańczymy do końca piosenki, a na samym końcu klęczymy przed sobą.
Taki układ byłby piękny, ale ciekawe
jakby wyglądał z perspektywy obserwatora. Uwielbiam wymyślać takiego typu
rzeczy, ponieważ pochodzą częściowo od mojej duszy. Jest w nich pewnego rodzaju
przekaz, scena mojego życia czy raczej marzenia, które są zbyt daleko, by je
zrealizować. Jedyne co mi pozostaje to moja obszerna wyobraźnia, która przenosi
mnie z tego trudnego i okrutnego świata do prostszego i pięknego. Jednak w
pewnej chwili należy wrócić do codziennych obowiązków czy ludzi, z którymi
muszę żyć. Nie lubię tego, ale niestety jest to nieuniknione zwłaszcza jeśli
nie chce się wychodzić na jakąś dziwaczkę czy idiotkę, która śni na jawie.
Właśnie docieram do domu i pozbywam się mojego świata z duszy. Biorę głęboki
wdech i przyjaźnie witam się z mamą i siostrą Gosią, które próbują przed
telewizorem rozwiązać jakieś zadanie. Wolałam tego nie skomentować i od razu
pobiegłam na górę. Byłam już prawie w połowie schodów, gdy usłyszałam głos
mamy:
- Julka.
- Tak?
- Chodź tu na chwilkę.
Przewróciłam oczami. Poważnie? Dopiero
co wróciłam do domu, od ludzi i teraz mam iść do następnych? Poza tym nawet nie
ściągnęłam jeszcze kurtki.
- Mogę przynajmniej ściągnąć kurtkę i
buty?
- Możesz.
- Dziękuję za pozwolenie.
- Ależ proszę.
Lubię jak rozmowy pomiędzy mną i moją
mamą są takie luźne. W ten sposób mam pewność, że wszystko jest w porządku. A w
porządku mam na myśli nikt na nikogo nie jest zły ani nie ma żadnej stresującej
sytuacji. Po rozebraniu się do bluzy poszłam na dół do pokoju.
- No co tam?
- Julka o co może chodzić w tym
zadaniu?
Moją uwagę przyciągnął włączony
telewizor, na którym leciała jakaś bajka. Ignorując tą sytuację, co wcale nie
oznacza, że ona mi się podobała, wzięłam do ręki ćwiczenia do języka polskiego
mojej siostry i przeczytałam polecenie.
- Trzeba po prostu dopisać dalszą
część tej historyjki.
- Aha. Gosia słyszałaś?
Moja młodsza siostra najwyraźniej
bardziej była zaciekawiona tym, co jest w telewizji niż zadaniem, ponieważ nie
zareagowała.
- Gośka! – moja mama powiedziała
głośniej.
- Co? – odpowiedziała ze
zdezorientowaniem.
- Słyszałaś co Julka powiedziała?
- Nie.
- Bo pójdziesz zaraz na górę.
Jak to bywa moja mama mądra po
szkodzie. Nie rozumiem jak w ogóle można pozwalać dziecku odrabiać zadanie przy
włączonym telewizorze. Nieważne co by w nim było, to i tak odciąga uwagę od
tego co nudne, a w tym przypadku „nudnym” było zadanie z języka polskiego.
- Powiedz jeszcze raz co trzeba tutaj
zrobić – powiedziała moja mama z rezygnacją.
- Trzeba dopisać dalszą część
historyjki.
- Skąd mam wiedzieć co było dalej jak
nie czytałam tej książki? – zapytała moja siostra.
- Nie masz napisać co było dalej tylko
masz wymyślić co było dalej – wytłumaczyłam.
- Czekaj teraz będzie dobre –
powiedziała moja siostra przenosząc uwagę na telewizor, w którym była bajka
Fineasz i Ferb.
Stwierdziłam, ze nie mam czasu do
marnowania.
- Nie ja… - zaczęłam, ale przerwała mi
mama.
- Tak nie będziesz odrabiać zadania.
Albo skupiasz się na zadaniu albo idziesz do swojego pokoju.
- Mamo nie dziw się jej, że nie słucha
co mówimy. Przecież to jest normalne, że woli oglądać a nie odrabiać zadanie.
To nie są odpowiednie warunki do tego, więc nie wiem dlaczego jej na to
pozwoliłaś.
Moja mama nie zastanawiając się
powiedziała.
- Julka ma rację. Idź do pokoju
odrabiać tam masz miejsce.
- Ale obiecałaś mi że będę mogła
patrzeć.
- No dobra ale jak się skończy to
idziesz odrabiać, bo i tak już jest późno.
Przewróciłam oczami wzdychając. Miałam
też ochotę przywalić sobie otwartą dłonią w czoło, ale jednak z tego
zrezygnowałam. Czego moja siostra nie wyprosi to wymusi. Mama poszła do kuchni,
a ja udałam się za nią.
- Julka nie oglądasz? – zapytała
„troskliwa” siostra.
- Nie – odpowiedziałam przybierając
łagodny ton.
- Dlaczego?
- Dlatego, że dopiero przyszłam i
jestem głodna.
- A przyjdziesz?
- Gośka to że czasami to oglądam nie
oznacza, że chcę oglądać za każdym razem kiedy leci w telewizji czy jak ty
oglądasz.
Tym razem mój ton trochę się
zaostrzył.
- No dobra – odpowiedziała takim
tonem, jakby nie chciała mi narzucać swojego zdania.
Kiedy nałożyłam sobie jedzenie moja
mama usiadła naprzeciwko mnie. Patrzyła tylko jak jem i nic nie mówiła.
Krępowało mnie to ale starałam się nie zwracać na nią uwagi. W końcu wzięła
gazetę i zaczęła ją przeglądać. Cały ten czas przesiedziałyśmy w milczeniu. W
pewnym momencie przyszła moja siostra.
- Julka idziesz?
- Poczekaj aż zjem ok?
- No dobra.
Po zjedzeniu poszłam z Gosią do jej
pokoju, żeby dokończyć z nią zadanie. Po drodze pomogłam jej zabrać rzeczy,
które prawdopodobnie przyniosła wcześniej. Moja siostra zaczęła opowiadać o
jakimś wielkim jej zdaniem wydarzeniu, które miało miejsce w szkole. Starałam
się nie wybuchnąć, gdyż miałam ciężki dzień na uczelni i chciałam odpocząć a
takie opowiadania w tamtym momencie tylko mnie negatywnie nakręcały.
- Gosia ja naprawdę mam swoje zajęcia,
więc jak chcesz żebym ci pomogła to powiedz w czym masz problem, a nie rozgaduj
mi się tutaj o jakichś swoich… ugh historyjkach szkolnych.
- Ale tylko to ci pow…
- Nie – powiedziałam stanowczo
starając się nie podnosić głosu.
- No dobra – powiedziała ze złością i
rezygnacją – no to co tu trzeba zrobić?
Pokazała mi zadanie, o którym mówiłam
wcześniej.
- Trzeba dopisać wymyśloną przez
siebie dalszą część – powiedziałam starając się dobrać słowa w taki sposób,
żeby zrozumiała o co chodzi.
Wydała z siebie niezadowolony jęk i
rzuciła się na łóżko. Westchnęłam głęboko, ponieważ wiedziałam, że moja siostra
nie lubi pisać opowiadań.
-
Gosia no wstawaj.
- Pomożesz mi to napisać?
Starałam się jak mogłam, żeby tylko
nie podnieść głosu. Nie było w tym jej winy, ale denerwowało mnie też to, że
nawet nie spróbuje, a prosi o pomoc.
- Nie, bo po pierwsze jestem zmęczona,
a po drugie sama mam dużo nauki, a po trzecie nawet nie zaczęłaś.
- Ale proszę cię tylko to –
powiedziała błagalnie, ale z jej głosu słychać było desperację.
- Gosia naprawdę nie mogę i nie dam
rady. Zacznij sama, a jak coś napiszesz, to wtedy ja ci sprawdzę.
W tym momencie zaczęła wydobywać z
siebie wymuszony płacz i wymachiwać rękoma. Następnie położyła się na łóżku
twarzą do poduszki i kilka razy przywaliła pięścią w miejsce obok jej głowy. Ta
sytuacja doszczętnie wyprowadziła mnie z równowagi. Trudno, skoro nawet nie
zamierza spróbować, ja nie mam zamiaru jej pomagać. Mocno zdenerwowana wyszłam
z pokoju i tak jak moja siostra rzuciłam się na łóżko, ale oszczędziłam zbędną
moim zdaniem scenę z rękami. Zaczęłam głęboko oddychać, żeby tylko pozbyć się
napięcia z mojej głowy i móc cieszyć się chwilą, w której nie miałam z nikim do
czynienia. Jednak nie było mi dane cieszyć się nią długo, gdyż usłyszałam
otwierające się drzwi.
- Julka dlaczego jej nie pomożesz? –
powiedziała moja mama błagalnie spokojnym głosem.
- Dlatego, że jestem zmęczona a tak w
ogóle… ona… nawet tego nie zaczęła i już wie, że nie da rady? Ja mam to za nią
napisać? Bo na to mi wygląda – powiedziałam trochę jąkając się, ale
przybierając równie błagalny, chociaż też zdenerwowany ton - Mamo ja naprawdę
potrzebuję chwili spokoju.
- Stało się coś?
Tak
ludzie przez cały dzień są w moim otoczeniu i mam ich serdecznie dość.
- Nie… tylko chcę odpocząć - skłamałam.
- Aha dobra to już ci nie
przeszkadzam.
Moja mama wyszedłszy z pokoju zamknęła
drzwi na klamkę, a po chwili słyszałam jak wygłasza Gosi mowę o samodzielnej
pracy do szkoły. Nie mogłam jej powiedzieć o co tak naprawdę chodzi, ponieważ
nie zrozumiałaby mnie a do tego rzuciłaby jakąś aluzję, że przesadzam albo coś
wymyślam. Wolałam po prostu lekko skłamać niż słuchać jej wywodów. Nie mogę
zrozumieć ludzi, którzy potrafią być ciągle w otoczeniu innych i ich to nie
męczy. Dla mnie kilka godzin pośród tłumu jest gorsze niż dla innych cały dzień
czy nawet doba. Często brakuje mi tematów do rozmów, żeby utrzymać z kimś
kontakt. To może być jeden z powodów, dla których zazwyczaj jestem sama.
Poprawka, wolę zostać sama.
- Julaaaa! – usłyszałam głos mojej
mamy.
- Co? – zawołałam próbując nie wpaść w
furię.
- Chodź tu.
No ładnie. Myślałam, że wyjdę z
siebie. Mój plan unikania ludzi nie wypalił. Jak dotąd idzie mi to kiepsko. Z
wielką męką i frustracją zwlekłam się z łóżka i poszłam do pokoju Gosi. Mama
siedziała na łóżku z książką języka polskiego a moja siostra oparta o łóżko z
zeszytem do matematyki.
- Co tam? – zapytałam łagodnym
wyczekującym głosem, pomimo że w środku cała się gotowałam.
- Powiedz jak to zacząć. Masz takie
dobre pomysły jeżeli chodzi o opowiadania, a ja nie mam zielonego pojęcia co tu
zrobić.
Westchnęłam i wzięłam książkę z rąk
mojej mamy. Po tym znalazłam kartkę i położyłam ją na swoich kolanach na
książce. Nie mając już dobrych nerwów zaczęłam pisać sama całe opowiadanie.
Chciałam już po prostu mieć spokój i chwilę wytchnienia. Opowiadanie było o
rodzinie żabek, których dom został zniszczony przez wodę. Po kilku minutach
skończyłam i odłożyłam kartkę wraz z książką na biurko.
- Skończyłam. Pomóc w czymś jeszcze?
Powiedziałam pogodnie, ale w głębi
ducha modliłam się, żeby już dały mi spokój. Naprawdę chciałam już odejść do
swojego świata, w którym mogłabym przestać myśleć o ludziach mnie otaczających.
- Jeszcze z angielskiego sprawdzisz
mi?
Moje modlitwy nie zostały wysłuchane.
- Pokaż – powiedziałam z
zaciekawieniem.
Przejechałam wzrokiem po zdaniach,
które miała napisać. Starałam się skupić na tym, co tam pisze ale cały czas
moje myśli uciekały. Z wielkim trudem znalazłam kilka błędów i wytłumaczyłam
siostrze jak je poprawić. Później poprosiła mnie, żebym pograła z nią w grę na
tablecie. Zaciskając zęby myślałam nad tym czym ją zająć, żeby chwilę dała mi
spokój.
- Nauczyłaś się już wszystkiego?
- Tak.
- Nie masz jutro żadnego sprawdzianu?
- Nie.
- A kartkówki?
- Też nie.
- A spakowałaś się już?
- Jeszcze nie ale to mogę…
- Masz się spakować.
- A jak się spakuję to pogramy?
- Przecież już jest późno trzeba się
myć i iść spać.
- Ale ja jeszcze nie chcę. No proszę.
Jej ton głosu przeradzał się w
błagalny i histeryczny.
- Nie. Trzeba już iść spać.
- Ale jesteś.
Wtedy już nie wytrzymałam.
- No pewnie jestem najgorszą siostrą
na świecie, bo napisałam ci opowiadanie, żebyś nie dostała jutro jedynki za
jego brak, bo jestem pewna, że sama byś tego nie zrobiła wracając do sceny jaką
zrobiłaś kiedy ci mówiłam, żebyś pomyślała sama.
Nastała chwila ciszy. Gosia stała
oszołomiona ze spuszczoną głową.
- Tak w ogólne ty go nawet jeszcze nie
przepisałaś.
- Przepiszę jutro przed lekcjami.
- No pewnie pani zobaczy, że na kartce
na brudno nie jest raczej twoje pismo i jak się z tego wyplączesz? Ty myślisz
czasami?
Znowu cisza.
- Jeszcze jedno. Jestem najgorszą
siostrą bo pomimo tego, że ledwo widzę na oczy po męczącym dniu sprawdziłam ci
zadanie i ci je wytłumaczyłam? Ale skoro twoim zdaniem tak postępuje zła
siostra to nie będę tak robić przepraszam cię bardzo. Nie licz na pomoc z mojej
strony. Koniec.
Po moim ironicznym przemówieniu wyszłam
z pokoju już kompletnie wkurzona. Zdenerwowana to jest całkowite
niedopowiedzenie. Jedynie szalała we mnie furia, którą próbowałam od siebie
odpędzić. Wszedłszy do swojego pokoju, podłączyłam słuchawki do telefonu,
później je założyłam i włączyłam piosenkę „Human” Christiny Perri. Jest to
piosenka, która wyładowuje swoje emocje poprzez silny głos i wołanie. Jest to
piosenka z głębi serca człowieka. Wokalistka wyrzuca wszystko to, co ją
przytłacza. Próbuje wytłumaczyć, że pomimo idealnej twarzy na zdjęciach i
wiecznym szczęśliwym uśmiechu jaki zawsze pokazuje ma inną stronę, która ją
niszczy. Nie jest to określone w dokładnie taki sposób, ale wydaje mi się, że
właśnie o to chodzi w tym tekście. Artystka zaczyna od tego, że jeżeli jej fan
chce, żeby go uszczęśliwiała, to ona tak zrobi. Zrobi co będzie chciał. Jednak
później stara się mu wytłumaczyć, że nie jest taka silna i czasami potrzebuje
wytchnienia. Tłumaczy, że też jest człowiekiem i łamie się, kiedy przytrafi się
jej coś złego. Jest to piosenka, która tak naprawdę odzwierciedla każdą sławną osobę.
Tacy mają wiele swoich sprzymierzeńców ale też i przeciwników. Chociaż zdarza
się, że sprzymierzeńcy uwierzą w plotki i będą wyrzucać to swojemu idolowi. Nie
wiem dlaczego ludzie tak robią. Przecież pomimo wszystko oni też są ludźmi i
może podwinąć im się noga. To nie są roboty, nie są nieomylni, są jak każdy
kruchy szary człowiek na świecie, więc moim zdaniem nie należy ich tak
traktować. Pomimo tego, że mają dużo zarobionych pieniędzy dzięki ich dobrze
wykorzystanemu talentowi jednocześnie tracą to, co w życiu jest równie ważne, a
może nawet ważniejsze od rzeczy materialnych. Nie mogą liczyć na szczerość,
zostaje odbierana im prywatność oraz nie potrafią zaufać nikomu obcemu, gdyż
nie mają żadnej gwarancji, że ta osoba nie pobiegnie do pierwszej lepszej
agencji prasowej, żeby w zamian za dostarczone im informacje dostać trochę
kasy. Później każdy czyta o sobie, że jest złodziejem, chamem, fałszywcem,
głupcem, nieudacznikiem albo nawet ogólnie rzecz biorąc złym człowiekiem. Są to
bardzo dołujące rzeczy zwłaszcza gdy większość ludzi w to uwierzy niezależnie
od tego, czy znajdują się jakieś sprzeczności. Co gorsza będą drążyć temat
zasypując daną osobę milionami pytań co może doprowadzić ją do silnej histerii.
Ludzie nie mają za grosz skrupułów ani rozumu. Takie myśli nie dają mi spokoju,
ponieważ to są istoty z uczuciami i nieważne jaką ma psychikę, ona w końcu może
pęknąć. Podziwiam za to takich, którzy nie czytają plotek o sobie w Internecie
a na zadane głupie pytania odpowiadają wymijająco lub nic nie mówią. To
dowodzi, że nie interesują ich historie wyssane z palca tylko to co oni sami
robią. W pewnym momencie ocknęłam się i zorientowałam, że gra już kolejna
piosenka. Wstałam i poszłam do łazienki, żeby wziąć relaksujący prysznic.
Gorąca woda doskonale rozluźniła moje ciało i zmyła ze mnie nie tylko brud, ale
też całe napięcie, jakie do tej pory mi towarzyszyło. Szybko udałam się do
łóżka i po dłuższej chwili zaczęły mnie nawiedzać przedsenne myśli. Do mojej
głowy przyszedł obraz wydarzenia sprzed kilku lat, które nadal chcąc nie chcąc
ciążył w mojej głowie, być może z takiego względu że nie zostało ono wyjaśnione.
Nie potrafiłam się po nim pozbierać, ponieważ była to jedna z takich sytuacji,
w których zostałam sama. Jedna z sytuacji, podczas której przestałam ufać
ludziom.
Kilka
dni po ognisku klasowym dowiedziałam się, że opowiadam do wielu ludzi
niestworzone rzeczy jakie się tam działy. Podejrzewali również o to dziewczynę,
która nie była na ognisku. Nie pomijając faktu, że miała się za moją
przyjaciółkę. Dlatego też, żeby wymigać się od oskarżenia zjednoczyła się z
dziewczyną, która była rzekomo obmawiana i próbowały mnie przycisnąć, żebym
przyznała się do czegoś, czego nie zrobiłam. Uważały, że musiałam to zrobić,
ponieważ ktoś im o tym powiedział. Najbardziej żałosne było w tym to, że „nie
chcieli wydać tego, kto im to powiedział”, jakbym miała nie wiadomo jaką moc
unicestwiania innych. Jedynie chciałam wszystko na spokojnie wyjaśnić nic
więcej. Mam podstawę do dnia dzisiejszego żeby myśleć, że to był jakiś układ.
Tylko nie wyjaśnię już nigdy w jakim celu i dlaczego ktoś chciał mi to zrobić?
Nikt nie chciał mi nic powiedzieć bo „o nie, tego nie powiem”. I bądź tu
człowieku mądry wstydź się i przepraszaj nie wiadomo za co. Nawet nie wiedziałam
do czego ewentualnie miałabym się przyznać. Nie czułam i do tej pory nie czuję
się niczemu winna z tamtego czasu.
Niekiedy przypominając sobie takiego
rodzaju wydarzenia, w myślach przenoszę się w tamten czas i staram się być
bardziej opanowana i twarda. Nie rozumiem co nimi kierowało, żeby chcieć mnie
zniszczyć. Najgorsze było to, że poznałam fałszywą stronę ludzi, którym już
nigdy nie będę w stanie zaufać.